zadra-na-www

MATRONATY

Na pograniczu płci

Jestem lesbijką. Tak po prostu - kocham kobiety. Choć może lepiej ująć to inaczej - mam w sobie gotowość do pokochania jednej z nich. Taką samą gotowość, jaką miał mój ojciec, kiedy poznał moją matkę. Przypadek zrządził, że ja jestem kobietą - w kobiecym ciele i z kobiecą tożsamością kulturową - ale z preferencjami "jakby męskimi". Tak samo jak większość mężczyzn, nie wyobrażam sobie miłości erotycznej z którymś z nich. 

Budując moje gender, to znaczy określając swoją płeć w kategoriach kultury, stale napotykam wiele trudności. Postawy życiowe, wzorce zachowania, tradycyjna etyka erotyczna, czyli narzędzia do życia w społeczeństwie, obecne w kulturze "potocznej", dostępnej, często nie zdają egzaminu w mojej sytuacji. Kanony zachowań oficjalnych raczej się nie zmieniają, ale problematyczne staje się współżycie z ludźmi w sytuacjach prywatnych - przecież nikt nigdy nie dał mi przykładu, jak zabiegać o kobietę, która by mi się spodobała. Właściwie skąd niby mam wiedzieć, JAK być lesbijką? Nie dowiem się tego ani z podręczników, ani z powieści, ani z cudzych doświadczeń opowiadanych wieczorami - o ile nie spotkam osób, które tak jak ja poszukują swojej tożsamości gdzieś na pograniczu dwu płci.

Bariery i barierki

W Polsce działa kilkanaście - kilkadziesiąt organizacji lesbijskich, niestety bardzo trudno do nich dotrzeć. W archiwum gejowskiego Rainbow, prowadzącego lesbijski telefon zaufania, nie znaleziono więcej niż dwa aktualne adresy na cały kraj, chociaż w rzeczywistości jest ich z pewnością więcej. Nawet jeśli znalazło się już kontakt, w większości przypadków na spotkanie trzeba umawiać się telefonicznie, w oznaczonych godzinach oznaczonego dnia tygodnia, co wprowadza nastrój niemalże spiskowy. Wielokrotnie zastanawiałam się, czym jest powodowana ta izolacja. Wydaje się, że główną rolę odgrywa tu brak funduszy na jakąkolwiek promocję. W naszym kraju status ekonomiczny kobiety samotnej nadal jest niższy niż status kobiety związanej z mężczyzną, tak więc dochody ze składek z konieczności są niewielkie. Raczej nie ma też szans na dofinansowanie ze strony naszego konserwatywnego rządu, tak więc właściwie jedynym źródłem dochodu są zagraniczne lub prywatne granty.

Trudność ta jednak dałaby się pokonać, gdyby nie istniała w naszym środowisku pewna ksenofobia, każąca zamykać się przed wpływami z zewnątrz. Boimy się mężczyzn, w których umysłach lesbijki funkcjonują jako "obiekty do patrzenia" i którzy mogą odbierać nasz wybór (lub uwarunkowanie) jako wypowiedzenie wojny ich rodzajowi. Przekonanie to wytworzyło się jeszcze w latach siedemdziesiątych za sprawą haseł tworzącego się wówczas feminizmu lesbijskiego, postulującego lesbianizm jako wybór polityczny. W tej chwili budzi to wśród nas zazwyczaj uśmiech politowania - raczej nie rozpatrujemy swojej orientacji w kategoriach walki z męską supremacją. Tak czy owak, wielu mężczyzn odbiera naszą postawę osobiście i próbuje nas "ukarać" albo "pokazać nam, czego naprawdę nam trzeba".

Separatyzm

Oddzielną kwestią jest niechęć lesbijek w stosunku do heteroseksualistek a także do biseksualistek. Nie ma wątpliwości, że się różnimy i że różnice te często uniemożliwiają porozumienie w istotnych kwestiach. Doskonale rozumiem Izabelę Filipiak, która pisze: "Jestem zmęczona tym biznesem heteroseksualnych kobiet." Z naszego punktu widzenia wiele zachowań wewnątrz heteroseksualnego związku jest absolutnie nie do przyjęcia. Niektóre sytuacje jednoznacznie, według nas, kojarzą się z handlem - w pewnym kobiecym piśmie przeczytałam kiedyś poradę, co zrobić, żeby mężczyzna przypomniał sobie o potrzebach żony: "zafunduj mu wspaniały seks!". Często potępiamy przez zwykłe niezrozumienie, tak jak i my jesteśmy potępiane. Tak czy inaczej, staramy się unikać kontaktów z potencjalnie groźnymi mężczyznami, kobietami heteroseksualnymi, których system wartości zbytnio różni się od naszego, aby mogło zaistnieć porozumienie. Z biseksualistkami, które zapewne chcą nas tylko wykorzystać (nigdy nie możemy wiedzieć, czy nie szukają tylko nowych wrażeń). Wreszcie z różnorakiego rodzaju nawiedzonymi misjonarzami, krórzy wtrącają się w nasze sprawy i próbują nawracać nas na tzw. normalność. Takie zachowanie może prowadzić do separatyzmu, który możemy obserwować na przykładach polskich i zagranicznych organizacji. Stowarzyszenia te cechują tendencje izolacyjne, zamknięcie na wpływy z zewnątrz w gronie własnych członkiń. Dochodzi do sytuacji praktycznie kuriozalnych - dyskryminacji lesbijek przez lesbijki, np. z powodu zbyt heteroseksistowskiego wyglądu, czy przyjaźni z heteroseksualnym mężczyzną.

Organizacje uprawiające separatyzm wydają się zapominać o swoich ważnych funkcjach. Ich zaistnienie na płaszczyźnie publicznej nie tylko mogłoby pomóc wielu zdezorientowanym kobietom, ale też zwróciłoby uwagę opinii publicznej na nasze istnienie. A to zapoczątkowałoby być może trudny, ale nieunikniony proces społecznej akceptacji lesbianizmu.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www