zadra-na-www

MATRONATY

Ścieżkami bogiń i śmiertelnych

Kobiety można spotkać na himalajskich szlakach codziennie. Przed wiejskimi chatami z kamienia lub z gliny, na podwórkach domostw, gdzie zajmują się codzienną pracą. Myją dzieci, przesiewają zboże na kaszę, młócą za pomocą cepów czy wołów zaprzągniętych do kieratu. Spotyka się także kobiety niosące kosz z ładunkiem, którego ciężar każe białym mężczyznom zatrzymać się i patrzeć z niedowierzaniem: i ONA to niesie!? Tutaj, gdzie oddech sprawia kłopot, nie mówiąc o "ładunku" w postaci aparatu fotograficznego i kurtki przeciwdeszczowej - kobiety dźwigają ogromne kosze wypełnione po brzegi świeżo wypaloną cegłą. Albo kamienie potrzebne do budowy domu, albo towary z miasteczka odległego o kilka dni drogi na piechotę (bo tylko taka jest tutaj możliwa). Patrzę im w oczy i staram się odgadnąć ich historię ich życia w Nepalu - kraju, który jeszcze niedawno był hinduistycznym królestwem z restrykcyjnym wobec kobiet prawem i takąż praktyką społeczną.

Kobiety i praca

Wysoko w górach, daleko od drogi, którą jeżdżą ciężarówki, widziałam kobiety szczęśliwe, nawet jeśli ich praca była ciężka. Miały czas i na śpiew i na plotki z przyjaciółkami i na spokojne zapatrzenie na odległe szczyty gór. W tym czasie ich mężowie zajmowali się na tym samym podwórku dziećmi. Oczywiście wiedziałam, ze jest to tylko jedno z oblicz tych górskich wiosek, które mijam po drodze. 

To głównie kobiety ponoszą tutaj ogromny trud utrzymywania swoich rodzin. Zdobywają opał, noszą wodę, organizują byt rodzinie. Równie często jednak widziałam je w roli szefowych małych górskich hotelików służących turystom na szlaku wokół Annapurny. Od 12-letniej Minity z małej wioski Lete na szlaku wokół Annapurny wiele mogłybyśmy się nauczyć - jako osoba, która posługiwała się angielskim najlepiej z całej rodziny, była kimś w rodzaju menadżerki, szefowej od reklamy i public relations w hoteliku "Mountain Top Lodge" prowadzonym przez jej krewnych. Często widziałam mężczyzn zajmujących się dziećmi, pracujących w kuchni przy obieraniu ziemniaków czy sprzątających obejście. Wyglądało na to, że podział ról jest tutaj o wiele mniej restrykcyjny niż w społeczeństwach zachodnich.

Podczas podróży rowerowych w dolinie Pokhary spotykałam kobiety pracujące w nieludzkich warunkach: staruszki tłukły kamień na budulec drogowy i nosiły wypełnione nim kosze do punktów odległych nawet o kilometr, skąd zabierały ten ładunek ciężarówki. Pracowały też w cegielniach i przydrożnej żwirowni. 

Dla wielu kobiet w zmienionych warunkach społecznych jedynym dostępnym miejscem pracy staje się tani burdel w przygranicznym mieście - Nepalganj, Sonali czy innym przedprożu piekła. Nie mówiąc już o tym, że według danych z roku 1993 blisko 7000 nepalskich dziewcząt, w większości z górskich wiosek, jest sprzedawanych do najtańszych domów publicznych w Bombaju. Część z nich trafia tam na skutek oszustwa matrymonialnego. Od tamtego czasu te dane mogły tylko się zwiększyć. W trakcie mojego miesięcznego pobytu prasa codzienna donosiła co tydzień albo o udaremnionej próbie wywiezienia dziewcząt za granicę albo o przyłapaniu kogoś zaangażowanego od dawna w ten proceder.

Kumari - bogini kobiecości bezcielesnej

Jeśli jest nić łącząca drogę dolin i drogę gór, to zdecydowanie jest to ścieżka Bogini. Można jeszcze w tych rejonach świata odnaleźć żywe ślady Bogini - nie tylko w jej tandetnej, "njuejdżowej" wersji. Dzisiaj trudno o boginiach mówić poważnie: zbyt łatwo zawitały do panoptikum rozmaitych piramidek, kamieni energetycznych, latających dywanów i innych eksponatów duchowości w stylu "instant". 

Najczęściej kojarzony jest z Doliną Kathmandu kult żywej bogini, Kumari, która jest uważana za wcielenie Dziewięciu Durg strzegących zarówno całej Doliny Kathmandu, jak i poszczególnych miast, a nawet osiedli. Na pierwszy rzut oka mogłoby się wydawać, że to jest właśnie TO: żywa bogini, ukazująca się raz do roku swoim wiernym, których zbierają się przy tej okazji tysiące. Trzeba jednak pamiętać, że Kumari wybiera się jako małą, 4-, 5-letnią dziewczynkę. Rozpoznaje się ją na podstawie 32 specjalnych znaków charakterystycznych. Jej horoskop musi być ponadto w idealnej zgodzie z horoskopem aktualnie panującego króla. Jej ciało nie może nosić żadnych znamion ani ran. Nosi się ją w lektyce, aby zminimalizować możliwość zranienia, jest strzeżoną przez 24 godziny na dobę niewolnicą swej własnej wyjątkowości. Boginią jest do okresu dojrzewania, zanim po raz pierwszy pojawi się menstruacja, bądź do momentu, w którym po raz pierwszy zacznie krwawić z jakiegokolwiek innego powodu - wystarczy choćby drobne skaleczenie. Później dostaje niewielką pensję od rządu. Rzadko jednak jej życie układa się szczęśliwie - powszechnie sądzi się, że małżeństwo z byłą boginią przynosi nieszczęście, rodzina również nie wita jej z otwartymi ramionami. Nanda R. Shresthra w książce In the Name of Development. A Reflection on Nepal pisze, że niektóre z byłych bogiń skończyły jako prostytutki (czyż ten fakt nie nabiera znaczenia wręcz symbolicznego?) Kult Kumari - podobnie jak Najświętszej Maryi Panny - jest przede wszystkim kultem nieskalanego dziewictwa, kobiecości niedojrzałej, pozbawionej "nieczystej" cielesności, ciała, któremu obca jest krew w każdej postaci, nie tylko krew menstruacyjna. Ten kult dziewictwa ma pewnie wiele wspólnego z męskim pożądaniem niewinnej partnerki seksualnej, dziewicy, która łatwo podporządkuje się swojemu partnerowi, a już z pewnością nie stanowi dla niego zagrożenia. Wśród niektórych społeczności rozpowszechnione jest nawet mniemanie, że współżycie z dziewicą ma moc leczenia chorób wenerycznych. Poza wszystkim zaś Kumari stała się częścią machiny przemysłu turystycznego. Fotografię aktualnej bogini można znaleźć na każdym straganie w obrębie Durbar Square, a przewodnicy z daleka pokazują klasztor Kumari Bahal, w którym przebywa mała dziewczynka.

Annapurna i Osiem Matek

Są też jednak miejsca, które umykają turystom niechętnie wychylającym się poza ramy zakreślone przez popularne przewodniki. A są to miejsca, gdzie możemy spotkać się z Boginią w jej wieloznacznych aspektach. Takie, jak mała kapliczka Annapurny na niesłychanie zatłoczonym placu Asan Tol, w centrum Kathmandu, zaledwie pięć minut drogi od Durbar Square. Niepozorna świątynka w samym rogu placu, która cieszy się ogromną popularnością Nepalczyków płci obojga, jest miejscem kultu bogini płodności. Anna znaczy pożywienie, purna - pełna, i jest synonimem Kali Źywicielki. W środku znajduje się srebrny dzban, o podobnej symbolice co nasz róg obfitości. Dookoła rozkładają swoje produkty rolnicy i rolniczki z okolicznych wiosek - niemal każde z nich, zanim rozłoży swój straganik (często jest to zwykła płachta materiału rozłożona bezpośrednio na chodniku), okrąży świątynię w lewo, poruszy dzwon u wejścia i złoży ofiarny kwiatek. Już około południa srebrnego dzbana nie widać spod naręcza kwiatów, owoców i welonu dymu z palących się kadzideł. Świątynie okrążają też z równą powagą panowie w marynarkach i krawatach, z czarnymi walizkami w rękach, co sugeruje ich przynależność do świata tak odległego - wydawałoby się - od symbolicznej przestrzeni związanej z ziemią żyzną i hojną. Takim samym poważaniem wśród Nepalczyków cieszy się słynny ośmiotysięcznik, nazwany imieniem bogini, jedna ze świętych gór Nepalu. 

Wystarczy zagłębić się w jakiekolwiek większe podwórko, w bok od głównych ulic miasta, żeby nagle znaleźć się w całkowicie innej przestrzeni - tuż przed drzwiami starożytnej świątyni, której symbolika (zwłaszcza przedstawienia węży) wyraźnie odsyła do mrocznych podziemi, tajemniczych miejsc, gdzie miele się koło życia i śmierci, gdzie umieraniu towarzyszą narodziny, a krew jest formą mitycznego eliksiru życia. Szczególnie popularny jest kult Durgi - nazywanej Mahadevi, czyli Wielką Boginią, matką Kosmosu. W mitologii hinduistycznej jest co prawda małżonką Śiwy, jego boską partnerką, żeńską siłą twórczą (Śakti), ale w licznych świątyniach Doliny Kathmandu spotyka się ją władającą niepodzielnie, bez swego boskiego małżonka. Pozwala to szukać w tych przedstawieniach warstwy wierzeń znacznie starszych, pierwotnego świata wyobraźni, gdzie potężne boginie nie potrzebowały dopełnienia w postaci małżonków. Wokół centrum Bhaktapuru rozlokowane są świątynie Ośmiu Matek, roztaczające swą opiekę nad całym miastem. Podczas święta Dasain popularne są pielgrzymki do wszystkich ośmiu świątyni, z modlitwą o pomyślne zbiory ryżu. Niemal cała Dolina Kathmandu i okoliczne wioski usiane są światyniami czy miejscami kultu bóstw żeńskich. W małych sklepikach Kathmandu z przeróżnymi artefaktami, w których ponad wszystkimi innymi boginiami panuje bogini uroczego, niewinnego kiczu, można odnaleźć kolorowe plakaty Durgi z wieńcem męskich głów na szyi, dzierżącą w jednej z rąk włócznię, którą przebija mężczyznę leżącego u jej stóp. Tego rodzaju plakaty sąsiadują często z obrazkami Świętej Rodziny czy równie kolorowym i orientalnym Jezusem Chrystusem z napisem "Merry Christmas".

Kobiece spotkania

Spośród wielu spotkań z kobietami na szlaku, szczególnie utkwiły mi w pamięci dwa: spotkanie ze starą mniszką buddyjskiego klasztoru szkoły Nyingmapa w Khobang i gościna u wesołych, trzpiotowatych (niezależnie od tego, że były w bardzo różnym wieku) kobiet Gurung w Ghandruk. Stara mniszka była jedyną opiekunką gompy (świątyni buddyzmu tybetańskiego), a obrzęd, jaki wykonałyśmy wspólnie w starej świątyni, nabrał cech rytuału całkowicie ponadreligijnego, języka ważniejszego od wszelkich ideologii i koncepcji. Uderzając w dwustronny bęben o głębokim dźwięku mniszka wywołała stare duchy opiekuńcze.Wspólny obrzęd pozwalił nam porozumieć się lepiej niż poprzez słowa. 

Były też spotkania, podczas których nie padło żadne słowo, a które zostaną ze mną na zawsze. Mam jeszcze przed oczyma postać starej góralki w Luprze, wiosce na wysokości ponad 3000 m. n.p.m., gdzie znajduje się jedna z najstarszych świątyń Bön, pierwotnej religii Tybetu. Było w jej postaci coś, co napawało lękiem, coś władczego i wzbudzającego szacunek, choć ledwo mogła chodzić, a jej ciało pogięte artretyzmem przeczyło wszelkim prawom fizyki. Zdawała się być zupełnie nie z tego świata. Tak też było w przypadku sędziwej, przygarbionej niemal do Ziemi Tybetanki w obozie uchodźców w Hyangje, kilka kilometrów od Pokhary. Jak dowiedziałam się w obozie - urodziła się jeszcze w Tybecie, do Pokhary przywędrowała z pierwszą grupą uchodźców. Nie znając ani słowa po angielsku i nie mogąc się ze mną porozumieć, ofiarowała mi plecioną z włóczki ozdobę. Najwyraźniej talizman spełnił swoje zdanie podczas górskiej części wyprawy, bo zgubiłam go na jednej z ulic Kathmandu. Ogromny żal po stracie rzeczy tak niepozornej, a tak ważnej szybko ustąpił dobrym życzeniom: pewnie znajdzie go ktoś, komu będzie bardziej potrzebny. No i jakaś część mnie została w Kathmandu, w Nepalu, miejscu, do którego chciałoby się wracać zawsze.

Ramka 1

W Pokharze, przy słynnej, turystycznej ulicy Lakeside mieści się agencja trekkingowa "Three Sisters Adventure Trekking (P.) LTD". Prowadzona jest faktycznie przez trzy siostry: Lucky, Dicky i Nicky. Działa od 1994 roku i oferuje usługi współpracujących z agencją przewodniczek i porterek. Pod hasłem "Women for Women" organizuje trekkingi na wszystkich ważnych trasach w rejonie Annapurny. Siostry prowadzą też hotelik - Chhetri Sisters Guest House położony w najbardziej chyba urokliwym miejscu Pokhary, tuż nad jeziorem Phewa, w spokojnej, całkowicie już wiejskiej części tego bardzo zatłoczonego przez turystów miasteczka. Można oczywiście kontaktować się z siostrami Chhetri (to nazwa kasty i jednocześnie jednej z 61 grup narodowościowych Nepalu) za pomocą Internetu: Adres poczty elektronicznej jest chroniony przed robotami spamującymi. W przeglądarce musi być włączona obsługa JavaScript, żeby go zobaczyć. lub bezpośrednio na miejscu: Chhetri Sisters Guest House, Lakeside Kharare, tel/fax: 977-61-24066 czy za pomocą poczty: P.O. Box 284, Pokhara-6, Nepal.

Ramka 2

Ze względu na agrarny charakter gospodarki w Nepalu ochrona przyrody łączy się ściśle z prawami kobiet. Na terenie Annapurna Conservation Area Project (odpowiednik czegoś w rodzaju naszego parku krajobrazowego) obejmującego tereny w masywie Annapurny, od roku 1990 prowadzi się Program Rozwoju dla Kobiet. Jak pisze w raporcie podsumowującym 10 lat pracy Samita Bhattarai, autorka projektu i jego prowadząca - mimo znaczącego udziału w życiu swoich wspólnot kobiety były praktycznie wykluczone z podejmowania decyzji co do istotnych potrzeb wiosek oraz sposobów ich zaspokajania Potrzeby te były określane z punktu widzenia mężczyzn i to oni podejmowali decyzje np. w zakresie finansowania takich a nie innych działań. Z czasem powstało 19 grup projektowych, w których kobiety wspólnie ustalały, co jest im (jako wspólnocie) najbardziej potrzebne i na jaki problem należy zwrócić szczególną uwagę. Przykłady zrealizowanych działań to sfinansowanie stypendiów dla dziewcząt w szkołach średnich w Kathmandu, zorganizowanie klasy dla dorosłych niepiśmiennych kobiet, wspólna studnia i podstawowa instalacja nawadniająca, plantacja drzew prowadzona samodzielnie przez kobiety przy doradztwie ze strony pracowniczek ACAP. Projekt zajmował się też zagadnieniami z zakresu planowania rodziny. Wśród sukcesów projektu autorki raportu widzą fakt śmielszego przejmowania inicjatywy przez same kobiety, wzmocnienie więzi między nimi (trzeba pamiętać o istniejących w Nepalu różnicach kastowych) oraz coraz częstsze przypadki, w których mężczyźni radzą się kobiet w istotnych sprawach dotyczących życia społecznego. Koniecznie trzeba dodać, że w zakres projektu wchodziła też konieczność zdobywania funduszy na własne projekty - kobiety miały więc szansę na niezależność ekonomiczną.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www