zadra-na-www

MATRONATY

Październik miesiącem parytetu

Fragmenty dyskusji z października 1999

Jeśli kobiety chcą się bawić w politykę, to konstytucja daje równe prawa obojgu płciom, niech kandydują i będą wybierane, ja popieram, ale nie przy pomocy takiego nakazu.

@

Konstytucja, prawa, itd.?? Źarty waćpan czynisz; aby nie posługiwać się feminizmem - w Australii aborygeni prawa mają od lat, a jak to wygląda w rzeczywistości... wstyd powiedzieć na progu 21 wieku!

@

Mówiąc szczerze do bólu, to kobiety bez żadnej łaski mogłyby obsadzić 51% Sejmu i Senatu (może więcej, bo mężczyźni też by na rozsądne kobiety głosowali). Mogłyby ustanowić zupełnie nowe prawodawstwo, nowe, prokobiece ustawy. Mogłyby - ale nie chcą. Tylko 63 posłanki na 460-osobową izbę Sejmu, nie wspomnę o senatorkach. Kto im zabraniał? Mężczyzna?

@

Postulat promowania kobiet jest jak najbardziej bliski mojemu sercu, jednak to nie wystarczy. Parytet jest potrzebny. Z kilku względów: w naszej kulturze kobieta-władca (polityk) jest nadal rzadkością.

@

Wprowadzenie parytetów to zmiana powierzchowna. Jedyne, co można zrobić, to pracować nad pokoleniem następnym, a w tym celu potrzebne jest zrozumienie i chęć zmiany tych stereotypów wśród samych kobiet.

@

Jasne. Najlepiej byłoby od strony właściwej i racjonalnej, czyli edukować, uprzejmie tłumaczyć i łagodnie przemawiać, że tak jak jest, jest nieładnie. I jak długo jeszcze to edukowanie i uprzejme tłumaczenie miałoby trwać? Sto lat? Dwieście? Aż politycy zdecydują się oddać część władzy, której trzymają się zębami i pazurami?

@

jak każda tego rodzaju inżynieria społeczna nie działa na dłuższą metę. Przychodzi nowa grupa ludzi do władzy i odwołuje, co poprzedni wprowadzili. Prawdziwy postęp jest możliwy tylko metodami naturalnymi, że się tak wyrażę.

@

Za pozwoleniem, skąd pani to wzięła, że inżynieria społeczna "tego rodzaju" (to znaczy jakiego?) nie działa na dłuższą metę? (Nota bene mnie tam by ucieszyła nawet krótsza) (...) Ponadto tutaj meta z konieczności byłaby dłuższa: wystarczy, że to raz zadziała i więcej kobiet wejdzie do parlamentu, to już zostaną tam na cztery lata. Kawałek czasu to jest.

@

W Sejmie powinni być ludzie mądrzy i powinni działać na korzyść wszystkich obywateli.

@

Niewątpliwie najlepiej by było, żeby nie istniała konieczność ustalania z góry parytetu kobiet, które miałyby szanse zaistnieć na scenie politycznej. Miło by było, gdybyśmy mieli do wyboru mądre kobiety i mądrych mężczyzn, którzy decydują się na kariery polityczne mając na względzie tylko i wyłącznie dobro kraju. Niestety, nie żyjemy w idealnym świecie i nie zanosi się na to, żeby platońska idea "rządów mędrców" ziściła się w najbliższym tysiącleciu, więc pozostaje pogodzić się z szarą rzeczywistością, tym bardziej, że faktycznie procesy decyzyjne są w dużej mierze zdeterminowane przesłankami nieracjonalnymi.

@

Nie ma przesłanek ku temu, żeby kobiety miały rządzić lepiej. Jeśli mężowie będą mądrzy, to też będą mądrze rządzić. To nie dotyczy żadnej płci osobno.

@

Proszę Cię bardzo, przeprowadź jakiekolwiek i gdziekolwiek badanie opinii na ten temat. Jest ona generalnie taka (pytałam o to mieszkańców miasta Puławy w województwie lubelskim), że mężczyzna jest ZAWSZE poważniejszym kandydatem. Dlaczego ZAWSZE? Nikt nie odczuł nigdy potrzeby odpowiedzieć sobie na to pytanie.

@

Aha, może jeszcze parytet dla ludzi rozsądnych (2 -3%).

@

...przepraszam, a jakiej płci jest "rozsądny człowiek"?

@

Już się chciałam ucieszyć tak niezwykłą wiadomością, ale naszły mnie dwa pytania. Pierwsze: czy jest w Polsce tyle kobiet obeznanych (i doświadczonych już na arenie publicznej) z polityką na tyle, aby wypełnić kwotę proponowanych/zarezerwowanych dla nich procent udziału we władzach państwa (...)?

@

Przysłuchuje się dyskusji o parytetach pełen zgrozy. Choćby powyższe pytania. Ad pierwsze: a czy jest w Polsce dostatecznie dużo facetów, żeby wypełnić choćby kwotę 70%?!!! Toż wystarczy spojrzeć na te radosne zabawy w piaskownicy (...) w jednym MSWiA czy w innym AWS, czy też wewnątrz schizofrenicznej UW, by stwierdzić, że za cholerę nie ma!

@

Uniwersytet Stanowy w Alabamie płaci teraz białym studentom, żeby chciali studiować na czarnym uniwersytecie, bo jak byli sami czarni studenci, to ranga uczelni spadała i sami czarni nie chcieli tam już studiować. Podobnie z affirmative action też się już w Ameryce wszyscy powoli wycofują. No, ale Polska w pogoni za Zachodem będzie musiała przejść i przez tę wysypkę.

@

Powiem to tak: w Polsce - żeby wprowadzono parytet polityczny, żeby zaczęło działać sądownictwo w kwestiach np. o molestowanie (a nie działa za cholerę!), żeby wyrównywano prawnie kwestie pracy i płacy, żeby wymieniono podręczniki na nie tak jawnie utrwalające role płciowe (...) - to i tak trzeba minimum pokolenia na doprowadzenie do takiej sytuacji, w której jakimkolwiek zagrożeniem mogłaby być tak (zwłaszcza dla mieszkających za granicą) nienawistna i przerażająca poprawność polityczna i jej horrendalne ekscesy.

@

Śmiertelnie poważni zwolennicy parytetu uważają, że kobiety są (jeszcze?) za głupie, za niezdarne, niekompetentne, aby bez kopniaka mężczyzny udało im się coś zrobić, gdzieś wybić. Najlepiej jeszcze kopniaka ukierunkowanego. Dzisiaj kopniemy was na traktory, jutro na studentki, a pojutrze jak zechcemy, a będziecie grzeczne, to może nawet wkopiemy was do parlamentu, mawiają miłośnicy parytetu.

@

Mimo, że przykłady (konstruktywne wzory do naśladowania) to raptem [w Sejmie] 11-13%, uważam, że nikogo nigdzie nie trzeba - i to na siłę - wkopywać. Problemem jest kulturowo stawiana blokada (ówże podmiot zbiorowy w działaniu) i to w nią kopie (ma kopnąć) parytet.

@

Kopniaki jak na razie idą w drugą stronę. Kobieta może zostać panią domu czy tego chce czy nie. Prezydentem raczej nie.

@

Ważna jest praca nad zmianą postawy społeczeństwa. Biorę przykład z działalności feministek w Indiach. Najpierw zorganizowały organizację-parasol (All India's Women Association), potem delegatki tej organizacji zaczęły odwiedzać wszystkie możliwe zebrania kobiet miejskich, wiejskich, biednych i bogatych, i tam omawiać lokalne bolączki. Nie kryły trudności, ale podkreślały konieczność masowego udziału kobiet w realizacji zadań, które przedstawiały rządowi. I w ten sposób (poza reprezentacją w parlamencie) stały się silnym lobby, które może wymuszać potrzebne poprawki do ustaw po prostu przez mobilizowanie opinii publicznej. I tu jest pytanie do feministek i feministów w Polsce: czy jesteście dostatecznie silnie zaangażowane/ni, aby występować publicznie o prawa dla kobiet, a co za tym idzie i prawa dla mężczyzn?

@

Czy feministki w Polsce są gotowe do ogólnokrajowej akcji politycznej, do czegoś w rodzaju AWF, czyli Akcji Wyborczej Feminizm?

Przy wstępnej kalkulacji szans byłabym jednak optymistką. Kobiety nie tylko słuchają Radia Maryja. Każda ma matkę siostrę, ciotkę czy babkę, która chciałaby rodzić, jeśli już, to po ludzku i nie mieć podbitego oka z powodu za słonej zupy. Problem w tym, że takie tematy zdają się na razie nieprzekładalne na kategorie polityczne. Na publiczne już tak, ale co do polityki, to ciągle jeszcze wydaje się, że powinna ona dotyczyć NAPRAWDĘ WAŻNYCH RZECZY, a nie tego, czym człowiek/kobieta żyje na codzień. Ktoś to jednak kiedyś będzie musiała wziąć na siebie, tę całą śmieszność mówienia o zupie na zebraniu partii i w parlamencie.

A kto, jeśli nie radykalne feministki?

@

Po powrocie z leczenia usiłuję rozpaczliwie nadążyć za toczącą się dyskusją. Obiecałam sobie, że przeczytam wszystko, co napisane zostało na liście o parytecie. Obietnica jeszcze nie została spełniona, ale postanowiłam dorzucić swoje trzy grosze, tym bardziej, że w ubiegłym tygodniu odbyłam gorącą dyskusję ze swoim mężczyzną, też zresztą z wykształcenia prawnikiem, na temat owego parytetu. Otóż zapytał mnie on, co też sądzę o pomyśle UW. Zgadzam się w pełni z wypowiedzianą już na liście opinią, że jest to ze strony Unii posunięcie czysto taktyczne, mające na celu zdobycie nowego elektoratu (w domyśle kobiecego). Natomiast u podstaw samej idei tkwi jednak myśl głębsza, aczkolwiek nie sadze, by o nią właśnie chodziło Unii. (...)

Tymczasem owa głębsza myśl to uznanie, że skoro w przeszłości określona grupa ludzi z pewnych powodów znajdowała się w sytuacji gorszej pod względem faktycznym lub prawnym niż inne grupy, to owo kryterium ówcześnie będące powodem tej gorszej pozycji, teraz ma dawać owej grupie pewne "punkty dodatkowe". Chodzi więc tak naprawdę o wyrównanie pozycji wyjściowej i dodatkowo o te grupy, których pozycja faktyczna lub prawna zależna była od społecznej oceny cech, na które członkowie tej grupy nie mieli wpływu [dlatego wędkarz jest niedobrym przykładem, bo bycie wędkarzem - w przeciwieństwie do bycia kobietą (choć w dobie zmiany płci nie jest to tak oczywiste) czy Indianinem - nie jest cechą niezmienialną - w tym miejscu przepraszam wszystkich wędkarzy].

@

Przeciwnicy parytetu chętnie odwołują się do przykładów amerykańskich, kiedy np. pracodawca w związku z quota laws zobowiązany jest do zatrudnienia określonej liczby kobiet, kolorowych itd., albo do punktów preferencyjnych na uczelniach, kiedy zupełnie niezły biały kandydat (mężczyzna!!!) odpada, choć uzyskał więcej punktów niż czarna kobieta.

@

Problem jednak w tym, czy oboje mieli taką samą pozycję wyjściową.

Przeciwnicy parytetu postulują równość szans. "Niech zwycięży najlepszy (lub po prostu lepszy)", czyli lepiej przygotowany, o większych umiejętnościach. Nie biorą natomiast pod uwagę tego, że równość szans jest możliwa jedynie jako postulat, w dodatku niemożliwy do spełnienia. Pomijając nasze niejednakowe wyposażenie genetyczne (które różnicuje nie

tylko kobiety i mężczyzn, ale też samych mężczyzn i same kobiety w obrębie ich własnej płci), niejednakowa pozycja wyjściowa wynika chociażby (...) z różnych modeli wychowania, ze stereotypów kulturowych, ze zróżnicowania otoczenia, w jakim jednostka żyje [dlatego np. kobieta z wykształconej, otwartej intelektualnie rodziny ma lepszą pozycję wyjściową niż ów wspomniany chłoporobotnik, w dodatku żyjący w otoczeniu, które próby osiągnięcia czegokolwiek w życiu uważa za fanaberie].

@

Nie chodzi więc w parytecie o uprzywilejowanie, chodzi, jak sadzę, o wyrównanie możliwości O postawienie kobiety "na miejscu startu" w punkcie nie gorszym niż ten, który społeczeństwo w toku swojego rozwoju wyznaczyło mężczyznom

@

A teraz a propos wychowania. Pisał ktoś, ze ustawy nic nie zmienią, że należy wcześniej zmienić mentalność i modele wychowania.

@

Nie jestem wprawdzie specjalistą od psychologii społecznej, więc poprawcie mnie, jeśli się mylę, ale Aronson w swojej książce podaje bardzo dobry przykład na to, że stanowisko takie jest jednak błędne. Otóż w Stanach w dobie panowania systemu "separate but equal" też większość ludzi uważała,żze z wprowadzeniem równouprawnienia czarnych należy poczekać, aż społeczeństwo do tego dojrzeje, aż zmieni się mentalność i ludzie sami z siebie poczują taką potrzebę. Tymczasem okazało się, że właśnie nieuchronność i nieodwracalność sytuacji wprowadzonej przez zmianę uregulowań prawnych spowodowała zmianę nastawienia do integracji społeczeństwa.

@

Przykład Aronsona [w uproszczeniu]: jeżeli biały "południowiec" zostałby zapytany, czy pośle swoją niewinną jasnowłosą córeczkę do szkoły, w której będzie narażona na pożądliwe spojrzenia młodych czarnych mężczyzn, na pewno byłby skłonny protestować co sił. Natomiast jeśli zostanie postawiony przed taką koniecznością przez prawo, jeżeli ustawa postawi go przed faktem dokonanym, wówczas będzie musiał jakoś poradzić sobie ze swoim niezadowoleniem, czyli "zredukować dysonans poznawczy". A więc, żeby poczuć się lepiej, będzie przekonywać siebie, że może ta integracyjna szkoła nie jest czymś tak strasznym i ci czarni faceci też nie są aż tak napaleni na jego córkę, a może nawet są zupełnie przyzwoici. Oczywiście nie nastąpi to od razu, ale nieuchronność tej sytuacji powoli będzie zmieniać jego świadomość.

@

Wię być może nie należy czekać, aż powszechnie zmieni się sposób wychowywania dzieci, aż w podręcznikach na obrazkach tata będzie gotował, a mama będzie przemawiać z trybuny sejmowej, aż liczba kobiet na zdjęciach w "Polityce" dorówna liczbie mężczyzn. Może właśnie parytet wpłynie stopniowo na zmianę naszej świadomości.

 

fio

© 2022. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www