| Tak, ale nie |
|
Pierwsze wydanie Drugiej płci Simone de Beauvoir po polsku w roku 1972 było dla mnie ważnym doświadczeniem osobistym. Wprawdzie czytałam wcześniej po francusku (pierwsza edycja ukazała się w Paryżu w roku 1949) zarówno jej fragmenty, jak i wypowiedzi oraz odwołania do niej, ale zupełnie czymś innym było posiadanie na własność dwóch grubych tomów i lektura ich od początku do końca albo na wyrywki, dowolnie, co popadło, albo co się wybrało, żeby sprawdzić. Co mianowicie s p r a w d z i ć? Dzisiaj wydaje mi się, że przede wszystkim sprawdzałam wiarygodność Drugiej płci. Wiarygodność ta była dwojakiego rodzaju: dotyczyła ż y c i a i dotyczyła k s i ą ż e k. Na przykład życie młodej dziewczyny opisane przez Simone de Beauvoir było też kiedyś moim życiem. Dzięki niej wtedy uświadomiłam sobie i zrozumiałam rzeczy, o których przecież coś wiedziałam, ale teraz zostały one wyrąbane jakimiś strasznymi słowami. Otóż "wszystkie kobiety, od najbardziej służalczej do najwznioślejszej, pojmują w końcu, że aby się podobać mężczyźnie, należy abdykować". Abdykować z rozumu, inteligencji, kultury, śmiałości sądów czy samodzielności charakteru. Albo: "Być kobietą - to znaczy sprawiać wrażenie słabej, niepoważnej, biernej, łagodnej. Dziewczyna musi się stroić, upiększać, lecz również hamować naturalne odruchy i zastępować je sztucznym wdziękiem, którego wzór znajduje u starszych kobiet (dziś dodalibyśmy jeszcze: i w reklamach kosmetyków). Wszelka afirmacja swego ja zmniejsza jej kobiecość i szanse podbojów". Proces socjalizacji chłopca i dziewczyny ujawnia przerażającą różnicę: on musi być samodzielny i przedsiębiorczy, ona - wręcz przeciwnie. "Dla dziewczyny istnieje głęboki rozdźwięk między dolą po prostu człowieczą a kobiecym powołaniem". Rozdźwięk ten może być bardzo bolesny. Przypominają się dramatyczne okrzyki z pensjonarskiego tomu Dzienników Zofii Nałkowskiej. W roku 1899 notowała z rozgoryczeniem: "Mężczyzna może poznać pełnię życia, bo w nim żyje jednocześnie mężczyzna i człowiek. Dla kobiety - zostaje tylko ułamek życia - musi być albo człowiekiem, albo kobietą. Nigdy nie jest tworem doskonałym". Więc osiągnięcie doskonałości i pełni - a w młodości człowiek stawia przed sobą takie ideały - dla kobiety jest niemożliwe, musi się zadowolić "ułamkiem życia". Gdyby Nałkowska mogła przeczytać wtedy de Beauvoir, to by wiedziała, że może być tylko kobietą. Kobieta zaś, chcąc spełnić swoją kobiecość, musi stać się przedmiotem i zdobyczą, to znaczy wyrzec się pretensji suwerennego podmiotu. Absolutnym typem ludzkim jest typ męski; on zajmuje pozycje "jedynego i absolutnego podmiotu". Ale może te normy, które ograniczały i wykluczały w czasach młodości Nałkowskiej i jeszcze - mimo różnicy pokoleń - w czasach mojej młodości, dziś już nie obowiązują i nie mają żadnej mocy sprawczej? Może "spore fragmenty Drugiej płci brzmią dziś anachronicznie" (jak chce Maciej Uliński w książce Kobieta i mężczyzna. Dzieje refleksji filozoficzno-społecznej, 2001)? Akurat. Sięgnijcie do współczesnych nauk katolickich, które - żeby nie wiem jak się zaczynały - zawsze muszą kończyć na upodrzędnieniu, podporządkowaniu, uprzedmiotowieniu dziewczyny i kobiety. Ale to zrozumiałe i zgodne z odwieczną tradycją kościelną i trudno byłoby spodziewać się czegoś innego. Sięgnijcie więc do kolorowych czasopism, przeznaczonych dla tzw. rynku kobiecego. Zawsze podstępnie matacząc (używam tutaj z rozmysłem tak modnego dziś słowa), emitują one podwójne przesłanie: t a k, a l e n i e. Bądź sobą, kochanie, oczywiście, koniecznie, ale, broń Boże, nie bądź sobą. Jest oczywiste, że gdyby te czasopisma ograniczały się jedynie do pierwszego rodzaju zaleceń, to by nie mogły korzystać z pieniędzy reklamującego się u nich wielkiego przemysłu kosmetycznego. Kiedy de Beauvoir mówi: "miej własne życie", "zajmij się sobą", "zajmij się własnym umysłem" to wiemy, że nie ma w tym oszustwa i podwójnej "moralności". Stąd tak ważne jest u de Beauvoir zakwestionowanie w perspektywie etycznej kobiecego "bytu dla mężczyzn", bytu zniewolonego, niesuwerennego, nieautentycznego. Wprawdzie mężczyzna, według egzystencjalistycznej filozofii de Beauvoir, też żyje życiem nieautentycznym, ale zawsze znajduje się w pozycji społecznie dominującej, co mu gruntownie umila stan nieautentyczności. |







