zadra-na-www

MATRONATY

Warsztaty z urody

Od kilku miesięcy szykowałam się na te zajęcia, a kiedy nadszedł wyznaczony dzień byłam całkowicie zaskoczona: że to już, i przede wszystkim, że jest tak fajnie. Było zupełnie inaczej niż wstępnie to zaplanowałyśmy, ale nie mniej rewelacyjnie niż w naszych fantazjach.

Nowy, letni semestr zaczął się jak zwykle w lutym i nic nie zapowiadało, że dydaktyka po kilkunastu latach praktyki może mi się znowu wydać tak bardzo fascynująca i stymulująca jak na początku, gdy człowiek zachłystuje się kontaktem z młodymi, chłonnymi umysłami. Przygotowując się do zajęć w nowym semestrze, podzieliłam zagadnienia, które miałyśmy "przerabiać", na trzy szersze grupy tematyczne: pierwsza miała dotyczyć kontekstu społeczno-kulturowego, w którym funkcjonują popularne teksty adresowane do kobiet, druga - kwestii metodologicznych, trzecia - krytycznej refleksji nad zjawiskiem prasy kobiecej. Rozmawiałyśmy o stawaniu się dziewczynkami/kobietami, o socjalizacji pierwotnej i wtórnej i czytałyśmy teksty typowe dla pierwszego z tych okresów - baśnie, zarówno tradycyjne, jak i ich feministyczne wersje. Wiele z bohaterek baśni może zostać rozpoznanych w popularnych tekstach adresowanych do kobiet, ale postać Kopciuszka zdaje się narzucać sama, zwłaszcza kiedy mowa o działach mody i urody w pismach kobiecych, czyli tych, które poświęcone są metamorfozom kobiet zwyczajnych, przeciętnych, zaniedbanych, szarych itd. w odświętne, atrakcyjne, przykuwające wzrok swoim szykiem i glamour. Pisma kobiece są jak wróżki, zauważa jedna ze współautorek książki Siostry i ich Kopciuszek, gdyż te w prawie magiczny sposób uczestniczą w odmianie nieatrakcyjnych kobiet w godne pożądania królewny. Pisma kobiece radzą, podpowiadają, sugerują, perswadują jak najlepsze kosmetyczki czy kolorystki...

Prehistoria

To porównanie przypomniało Asi pewne zdarzenie z czasów licealnych, kiedy to jej koledzy z klasy z okazji 8 marca zafundowali wszystkim dziewczętom spotkanie z wizażystką. Najpierw dziewczynom to spotkanie wydawało się interesujące i wartościowe - mogły się przecież czegoś praktycznego i ważnego nauczyć: nie tylko jak dbać o siebie, ale też jak podkreślać swoje atuty, o posiadanie których dotychczas nawet się nie podejrzewały. Po chwili euforii naszła je jednak refleksja o rzeczywisty sens tego prezentu: czy koledzy nie chcieli zakomunikować im jakichś ukrytych przekazów, na przykład,. że muszą coś ze sobą zrobić, jakoś siebie odmienić... (Motyw, którym kierowali się koledzy okazał się bardzo prozaiczny i może dlatego nieoczywisty. Koledzy wykorzystali pomysł chłopców z sąsiedniej szkoły, a wizyta wizażystki miała trakcyjnie niską cenę.

Co to jest normalna kobieta?

Pisma kobiece, bez względu na to czy chcą tego, czy nie (podobnie chyba jak owi chłopcy) przekazują podwójny, co najmniej, komunikat. Mówią one czytelniczkom, że dopiero zastosowanie się do podpowiedzi, rad publikowanych na ich łamach pomoże kobietom dotrzeć do tego, co w nich urocze, powabne, zachwycające, bo na razie takimi nie są. Co więcej nawet, pisma te uczestniczą w procesach konstruowania i umacniania między innymi estetycznych wzorców kobiecego ciała. Pojawienie się po roku 1990 w polskich pismach "dyskursu" depilacji spowodowało zmianę w spojrzeniu na "normalność", "naturalność" ciała kobiety. Dziś kobieta niewydepilowana jest nieatrakcyjna, nieestetyczna i... nienaturalną. Najbardziej jednoznaczne przekazy tego typu zamieszczane są we wspomnianych działach, zwłaszcza tych, w których "dokumentuje się" przemianę (w rodzaju: "przed - w trakcie - po") zwyczajnej, codziennej, zapracowanej kobiety w kobietę piękną, dopracowaną. Przemiana ta dzieje się jakby na oczach czytelniczek. Zwieńczeniem tego, prawdopodobnie dość długiego, procesu przemieniania jest spotkanie wybranki pisma z prawdziwą (!) sobą, ze wszystkimi swoimi zaletami i atutami. W kolorowych czasopismach kobiety pokazane są jako te, które muszą zostać poddane rozlicznym zabiegom kosmetycznym po to, żeby być (w rzeczywistości nie jest to stan, lecz nieustanny proces) normalnymi i naturalnymi. Jednym z takich zabiegów, "przed którymi nie ma ucieczki", i który jest jedyną drogą do owej normalności jest depilacja. Rozmawiając o tych sugerowanych czy wręcz narzucanych przez prasę sposobach "odzyskiwania" naturalnego piękna przez kobiety wpadłyśmy na pomysł, aby zafundować sobie samym takie zajęcia... Zaczęłyśmy zastanawiać się, jak to rozwiązać technicznie. Postanowiłyśmy, że pewnego dnia (innego niż przewidywany na nasze programowe zajęcia) spotkamy się i zrobimy sobie taką sesję, że przejdziemy tę kobiecą "drogę przez mękę" i uwiecznimy poszczególne fazy stawania się "sobą" - od stanu, w jakim funkcjonujemy na co dzień, do stanu, w którym mogłybyśmy "się pokazać" w miejscu publicznym (lub zaprezentować na łamach pism kobiecych). Na razie wszystko było bardzo mgliste. Tak czy inaczej, zdecydowałyśmy zastosować się do zaleceń typu: "zarezerwuj sobie cały dzień dla siebie i udaj się na farmę piękności".

Pomysły na odzyskiwanie kobiecości inspirowane lekturą prasy kobiecej

Kiedy część grupy rozważała zagadnienia techniczne, Olga wpadła na przewrotny pomysł przeprowadzenia kolektywnej depilacji - co przywodziło na myśl dawne wspólnotowe działania kobiet typu "darcie pierza". Już oczyma wyobraźni widziałam wielką balię, nad którą siedzą młode kobiety i do której wrzucają wyrwane pincetą lub woskiem włoski porastające ich łydki. Widziałam, jak krzywiąc się z bólu śpiewają ludowe przyśpiewki... Pomysł grupowej depilacji podchwyciły inne dziewczyny. Był zaskakujący, zabawny i wyraźnie trącił absurdem. Pewnie dlatego też dalsze rozmowy nabrały charakteru przerzucania się coraz dziwniejszymi pomysłami. Wreszcie Justyna zaniepokoiła się pewną kwestią, która okazała się przełomowa w naszym namyśle nad krytyczno-ironicznym odczytywaniem dyskursu piękna jako dyskursu normalizacji w pismach kobiecych. "Ale jak to ma wyglądać? To my, takie normalne (tu: codzienne) mamy się stać takie nienormalne (tu: umalowane, uszykowane)?" Dla nas jej pytania były jak epokowe odkrycie: takie jak jesteśmy, jesteśmy normalne (już gotowe, skończone, piękne), a wszystkie te planowane zabiegi przemienią nas w kogoś innego, nie będziemy sobą, będziemy nienormalne (będziemy czuć się nienormalnie), będziemy przesadzone, poprzebierane za "kobiety". Wcześniej jeszcze Justyna wyraziła swoje przekonanie o absurdalności męskiej depilacji, o nienormalności wydepilowanych męskich ciał - ten wątek też okazał się istotny dla naszego myślenia o wspólnej sesji. Ostatecznie ustaliłyśmy, że: - spotkamy się 15 maja, aby razem poddać się sesji upiększająco-normalizującej; - poddamy się grupowym działaniom depilacyjno-integracyjnym; - zarejestrujemy dwie różne sesje: jedną pod dyktando prasy kobiecej (ze smutnymi, czarno-białymi zdjęciami "sprzed", a z kolorowymi zdjęciami z fazy "po" - w ten sposób zacytujemy strategię prasy kobiecej), a drugą ironiczną, przedrzeźniającą tę pierwszą (ze zdjęciami kolorowymi z fazy "sprzed", kiedy jeszcze jesteśmy sobą, gdy czujemy się zwyczajne i normalne i z czarno-białymi, smutnymi z fazy "po"); - już przebrane wyjdziemy na korytarze instytutu jak na wybieg, by pokazać światu efekt naszych całodziennych starań; - tuż po zajęciach chęć udziału we wspólnej depilacji zgłosiło dwóch zaprzyjaźnionych z dziewczynami mężczyzn (depilacja międzygenderowa?) Całe zdarzenie zapowiadało się intrygująco. Przygotowania i planowania ograniczyłyśmy do niezbędnego minimum (każda z nas była solidnie zajęta).

 

fio

© 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www