| Mity o aborcji |
|
Jestem Basia z Bydgoszczy, piszę tu pierwszy raz :) Kiedyś czytałam felieton pani Dunin w "Wysokich Obcasach" i było tam coś o feministkach i coś o "paniach, co rozczesują złote loki i malują usta na różowo". Zaraz, zaraz, pomyślałam, to jedno drugie wyklucza? Mam złote loki i usta też mam, to znaczy że jestem ofiarą męskiej dominacji? ; ) Czy w takim razie można być feministką z lokami, z dzieckiem, bez kariery w zdominowanym przez mężczyzn zawodzie i absolutnie bez przekonania, że aborcja to fajna sprawa? @ A znasz kogoś, kto uważa, że aborcja to fajna sprawa? @ Oczywiście, że można być feministką z długimi blond lokami. Moim skromnym zdaniem jedno nie wyklucza drugiego. Co do aborcji, to przyznaję szczerze, że też jestem przeciwko. To jedyny postulat w feminizmie, z którym się nie zgadzam i którego nie akceptuję @ "Nie chcesz aborcji - to jej sobie nie rób." Tak właśnie brzmi postulat feministyczny @ Osobiście uważam, że informacje na temat zabiegów usuwania ciąży i ich późniejszych konsekwencji są niewystarczające i często nieprawdziwe. Aborcja jest często przedstawiana jako złoty środek na wszystkie problemy, tymczasem problemy często zaczynają się dopiero po usunięciu ciąży. Wiele kobiet po zabiegu ląduje na oddziale psychiatrycznym albo targa się na własne życie (to nie są przykłady z literatury, znam takie przypadki osobiście). Niestety, o tym się nie mówi. @ Owszem, my o tym mówimy. Nic tak dobrze nie robi po zabiegu, jak obejrzenie w kościele jakiejś fajnej śpiewogry pod tytułem "Dlaczego mnie zabiłaś, mamusiu?", "To moje pierwsze godziny, jestem najmłodszy z całej rodziny, ja jestem, ja czuje, ja żyję, moje serce bije". Zresztą właściwie wystarczy artykuł w gazecie pod hasłem "dziewięć miesięcy razem", w którym ośmiokomórkowy zarodek tłumaczy "swojej mamie" (która jest od niego głupsza), co czuje i jak bardzo ją kocha. Owszem, dyskutujemy o psychicznych problemach związanych z aborcją. Tylko, że nie uważamy, żeby to procedura medyczna wywoływała takie przykre skutki. Zawsze mnie jeży, kiedy tzw. obrońcy życia poczętego powołują się na straszne psychologiczne skutki. To tak, jakby ktoś walił po pysku wszystkich napotkanych na ulicy, a potem używał tego jako dowodu na fakt, że w jego mieście jest niebezpiecznie wychodzić z domu. Każdy powinien mieć prawo podjąć w sprawie aborcji własną decyzję. Nauka nie udzieli odpowiedzi na pytanie "kiedy zaczyna się człowiek". Jest to pytanie, na które każdy może odpowiedzieć wyłącznie we własnym sumieniu. Pytanie z gatunku tych o istnienie Boga. Jednak jakoś nikt nie karze za bluźnierstwo - może dlatego, że wtedy obrywaliby też kolesie, a w sprawie aborcji każdy kosztem obcej kobiety może się poczuć prawym i moralnym? Liberalizacja prawa antyaborcyjnego nie spowoduje, że ktokolwiek będzie się musiała poddać aborcji. Obecna ustawa natomiast powoduje, że te z nas, które nie uważają przerywania ciąży za moralne zło, nie mają prawa wyegzekwować swojego wyboru, jeżeli zajdzie taka potrzeba. O tym właśnie mówią feministki. Obecne prawo ogranicza wolność, zliberalizowane nie ograniczałoby niczyjej. @ Nigdzie w znanej mi literaturze feministycznej nie natrafiłam na takie podejście do aborcji - jako do złotego środka na wszystko. @ Polecam Biuletyny Federacji na rzecz Kobiet i Planowania Rodziny. W tych biuletynach są informacje wyczerpujące, prawdziwe, solidne. Także na temat aborcji i wszystkiego wokół tego tematu. @ A skąd te informacje na temat aborcji jako złotego środka? To jest jakoś jasno napisane gdzieś czy jest to twoja interpretacja? @ Z takim podejściem do aborcji spotkałam się już nie raz i nie dwa w rozmowach z niemieckimi feministkami. Bardzo możliwe, że w Polsce sprawa przedstawia się inaczej, ale czy faktycznie tak jest ? @ Mam taką wątpliwość dotyczącą tej obserwacji kobiet w psychiatryku, że może przyczyną tego jest totalna demonizacja aborcji, szafowanie hasłami o "życiu nie narodzonym", mówienie o człowieku od momentu poczęcia itd., co jest bardzo częste w naszym kraju. W związku z tym nie jest dziwne, że gdy kobieta dokona aborcji i jest od razu wystawiona na ten cały aborcyjny dyskurs, który wywołuje w niej silne poczucie winy i konieczność postrzegania siebie jako morderczyni - to na koniec ląduje w zakładzie psychiatrycznym. @ O rzekomych tragicznych skutkach aborcji trąbią wszyscy, o aborcjach, za które Bozia kobiety nie pokarała, bo kobieta podjęła suwerenną, dojrzałą decyzję i nie widzi potrzeby popadania z tego powodu w depresję, mówi się niewiele. Poza tym w przypadku problemów z psyche bardzo trudno jest znaleźć jedno jedyne i jedynie słuszne wytłumaczenie, najczęściej gra tu role wiele czynników, z których większość i tak pozostaje w ukryciu. Są osoby, które mają predyspozycje do schorzeń psychicznych i predyspozycje do samobójstwa. Są też różne okoliczności, które mogą sprawić, że obciążenie psychiczne po zabiegu jest szczególnie wysokie. Istnieje też nagonka medialna na kobiety przerywające ciążę, co moim zdaniem bardziej przyczynia się do traumy, niż sama aborcja. Przeciwnicy aborcji popadają w sprzeczności: - albo aborcja to dla kobiet bułka z masłem i trzeba jej zakazać, bo by nic innego nie robiły, tylko cały czas przerywały - albo tragedia po prostu, że przeżyć się nie da Czy to nie podejrzane? @ Wiedziałam, że moja wypowiedź wzbudzi pewne emocje. Nie jestem tym zaskoczona. Chcę, żeby jedno było jasne: nie mam zamiaru nikogo tu nawracać ani przekonywać do swoich poglądów. W pełni akceptuję Wasze zdanie na ten temat. Zgadzam się, że na załamanie psychiczne mają wpływ również inne czynniki i z pewnością "nagonka medialna" nie ułatwia kobiecie życia po zabiegu. Jednak gdziekolwiek by nie leżały przyczyny takiego stanu rzeczy, trudno zaprzeczyć, że usuniecie ciąży często kończy się tragicznie dla kobiety. Abstrahując od problemów z psychiką należałoby jeszcze wspomnieć o powikłaniach, które często w przyszłości uniemożliwiają kobiecie zajście w ciążę. @ Tak, zabiegi przeprowadzane w warunkach obecnej ustawy rzeczywiście czasami źle się kończą. Jest na to rada - bezpieczna i legalna aborcja w szpitalach. @ Nic dodać, nic ująć. Podjęcie decyzji o aborcji łącznie z wszelkimi ewentualnymi konsekwencjami należy tylko do kobiety, która chce przerwać ciążę. Do nikogo innego. @ Skoro wiedziałaś, że twoja wypowiedź wzbudzi emocje, to pewnie również wiedziałaś dlaczego. Mianowicie dlatego, że wprowadzasz od początku błąd logiczny (że niby to "aborcja" jest postulatem feminizmu, a nie wolność decyzji w kwestii aborcji), co zresztą zostało ci wytknięte. Skoro przebywasz w Niemczech, to może wiesz, że w tym kraju można przeprowadzić zabieg przerwania ciąży, und zwar nielegalny - ale niekaralny. Taki kruczek prawny, ale oznacza to w praktyce, że zabiegi dokonywane są w szpitalach i w gabinetach lekarskich, a nie w podziemiu. Lekarze biorą odpowiedzialność za zabieg i jak to zwykle bywa dzielą się nią z pacjentką. Która dostaje na papierze wyczerpującą listę wszelkich możliwych komplikacji, skutków ubocznych, skutków po latach, ryzyka itd. i musi podpisać, że się z nią zapoznała i że mimo to zgadza się na dokonanie zabiegu. Czyli już w warunkach takiej nawet nie do końca prawnie uznanej legalności maleje do zera ryzyko, że kobieta dokona zabiegu bez wiedzy na temat możliwych skutków, również psychicznych. Nie mówiąc już o tym, że przed tym półlegalnym zabiegiem obowiązkowe jest zaliczenie rozmowy w poradni rodzinnej (konfesjonalnie zorientowanej lub czysto laickiej), której celem jest m.in. dokładne poinformowanie kobiety o ryzykach aborcji, jak również o alternatywach (np. możliwości uzyskania pomocy w wypadku zmiany decyzji i urodzenia dziecka, które jednak są dość mizerne). Natomiast w warunkach nielegalności kobieta ma do czynienia z nielegalnym "zakładem usługowym", którego głównym celem jest robienie kasy, a reszta nie musi go już interesować. @ Proszę o konkretny cytat. Mam dosyć słuchania, że aborcja jest przedstawiana jako.... Kto, kiedy i gdzie ją tak przedstawiał? Źeby choć jeden cytat! @ A ja mam serdecznie dość tych rozmówek akademickich o aborcji. Ci, co są przeciwni (co nie znaczy, że ja jestem za) - niech do cholery zrobią coś dla dzieci, które już się urodziły. Dość mam beznadziejnych pomników "dzieciom nie narodzonym" na polskich cmentarzach, gdy te narodzone nie mają co jeść - i to nie demagogia!!! Ja nie poddałabym się aborcji i to jest moja prywatna sprawa. Nikt za mnie do piekła nie pójdzie. Jeśli ktoś jest przeciwny aborcji, niech pomoże choć jednemu odrzuconemu dziecku, a nie gada bzdety. Przepraszam, poniosło mnie. Na głowie staję, żeby pomóc dzieciom niepełnosprawnym i jak czytam wypowiedzi, że aborcja to zbrodnia, to mnie krew zalewa. Zbrodnia to skazanie na wegetację dzieci, a już bestialstwo to skazanie na życie poza wszelkim marginesem dzieci upośledzonych umysłowo. Wszystkim przeciwnikom aborcji polecam, by się wykazali w tej dziedzinie, a potem zabierali glos. |







