zadra-na-www

MATRONATY

W poszukiwaniu lesbijek

Mam ostatnio zdecydowanie zbyt wiele okazji do zadawania sobie pytania, dlaczego nie ma w Polsce organizacji lesbijskich ani ruchu lesbijskiego. Począwszy od spotkań i szkoleń dla działaczy organizacji lesbijsko-gejowskich z wyraźną liczebną przewagą gejów, przez znikomy odzew na inicjatywy skierowane do lesbijek, aż po zerową ofertę wydawniczą dla lesbijek. Bo raczej nie można zaliczyć do niej gejowskich pism pornograficznych czy przejawów istnienia lesbijek głównie na łamach "Playboya".

Kwestie egzystencjalne

Dowód na nieistnienie lesbijek przeprowadza się w polskich warunkach niestety dosyć sprawnie, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę kulturę głównego nurtu, w której mówienie o homoseksualizmie jest równoznaczne z mówieniem wyłącznie o gejach, a sam temat jest podejmowany w dwóch celach. Po pierwsze dla wywołania sensacji, po drugie w celu pokrzepienia serc większości i upewnieniu jej, że wykazuje wysoką tolerancję na zjawisko mniejszości seksualnych. Przy okazji można jeszcze odfajkować dowód na nieistnienie dyskryminacji, bo skoro większość jest tolerancyjna, a sami zainteresowani, jeśli w ogóle zostaną dopuszczeni do głosu, często potwierdzają tę optymistyczną wizję świata, to problem nie ma nawet szansy zaistnieć w społecznej świadomości.
Nawet jeśli problem dyskryminacji nie istnieje w dyskursie publicznym, to bardzo wyraźnie zaznacza się w życiu codziennym polskich gejów i lesbijek. Można się o tym przekonać chociażby poprzez niewesołą lekturę kolejnych raportów o dyskryminacji ze względu na orientację seksualną, wydawanych dzięki organizacji Lambda Warszawa, a w ubiegłym roku również Kampanii Przeciw Homofobii. Lesbijki zaś, z racji płci i z racji orientacji seksualnej, dotyka podwójna dyskryminacja. Między innymi dlatego też nie jest dobrym pomysłem wrzucanie do jednego worka kwestii lesbijskich i gejowskich pod szyldem mniejszości seksualnych i działanie na rzecz tychże mniejszości, co sprowadza się do działania wyłącznie na rzecz gejów. 
A lesbijki? 
Jakie lesbijki?

Lesbijki tak, separatyzm nie

Nie miewam pomysłów separatystycznych, wręcz przeciwnie, uważam, że skoro jest tak mało osób zaangażowanych w działalność na rzecz mniejszości seksualnych, to nie ma sensu tej niewielkiej grupy dodatkowo rozbijać. Jestem jednak jak najbardziej za stwarzaniem przestrzeni tylko dla kobiet, chociażby po to, żeby już nie musieć z uporem maniaczki przypominać na forum organizacji gejowskich o istnieniu lesbijek. Do stworzenia przestrzeni kobiecej potrzebne są jednakowoż rzeczone lesbijki, a dowody na ich nieistnienie można na szczęście obalić w przestrzeni internetowej, a konkretnie na stronach lesbijskich. Najczęściej zaglądam na moją ulubioną stronę "Kobiety Kobietom", gdzie oprócz ogłoszeń, będących integralnym i czasami jedynym elementem stron można znaleźć całkiem spory zbiór opowiadań lesbijskich. Jednym z objawów choroby zawodowej filologów, na którą zapadłam i w zasadzie bardzo sobie chwalę, jest nałogowe tropienie wszelkich przejawów słowa pisanego. To przy analizie zawartości opowiadań ze strony "Kobiety Kobietom" zaczęła się pojawiać i krystalizować odpowiedź na ostatnio nurtujące mnie pytanie. Głód literek sprawił, że przebrnęłam przez większość ogłoszeń i opowiadań ze strony, a wnioski nie należały do zbyt optymistycznych,

Bridget wiecznie żywa

W pewnym momencie ogłoszenia i opowiadania zaczęły zlewać się w jeden długi tekst na ciągle ten sam temat. Jeśli teksty znajdujące się na stronie mają być odbiciem stanu wewnętrznego statystycznej lesbijki w Polsce, to mogę stwierdzić, że krąży nad nami widmo - widmo Bridget Jones. Wszystkie teksty znalazły się na stronie głównie dlatego, że ich autorki postanowiły w ten sposób coś ogłosić światu, a mianowicie swoją desperację z powodu nieposiadania partnerki, a co się z tym wiąże, konieczność zmiany zaistniałej sytuacji. Cel to w zasadzie jak najbardziej zrozumiały i wytłumaczalny i to nie tyle do niego chcę się przyczepić, co do ograniczenia się wyłącznie do poszukiwań upragnionej drugiej połówki. 
Kilkakrotnie na forach dyskusyjnych próbowałam rozpocząć dyskusję o marazmie lesbijek i wyraźnym obrzydzeniu do działalności na rzecz własnych praw. Ani razu w dyskusji nie pojawiła się chęć zmiany stanu rzeczy, natomiast najczęściej otrzymywałam standardową odpowiedź w dwóch wersjach. Według pierwszej z nich, najpierw należy się zająć szczęściem osobistym (znalezieniem partnerki) by móc zająć się szczęściem kolektywu. W drugiej wersji, najpierw należy się zająć szczęściem osobistym (znalezioną partnerką), ewentualnie dopiero potem szczęściem kolektywu. Pierwsza i druga odpowiedź w zasadzie sumują się do stu procent, a nieliczne lesbijki w organizacjach gejowskich zawsze można wytłumaczyć błędem statystycznym.

Gdy misio pysiol ma smutny

Lektura ogłoszeń jest i śmieszna, i straszna. Śmieszna ze względu na najczęściej niezamierzony efekt komiczny. Niekontrolowane wybuchy śmiechu wywołuje radosna twórczość, której reprezentatywnym przykładem jest misio, który pysiol ma smutny, bo jest siam jak paluch. Większość ogłoszeń wygląda na sponsorowane przez literki K jak kicz i N jak nieuleczalny sentymentalizm. Zresztą, jak tu nie sięgać po chusteczki w zalewie bukietów fiołków ściskanych w drżącej dłoni, nocy skąpanych w księżycowej poświacie i klejnotów miłości. Jeśli nie zadziała wizja wątłych gałęzi serca, na których kwitnie nadzieja, dla lepszego efektu zawsze można wytoczyć argumenty większego kalibru i próbować wziąć na litość. Piorunujący efekt powinno mieć dwuczęściowe ogłoszenie, gdzie w pierwszej części pojawiają się skromne oczekiwania (zostań kobietą mojego życia), zaś w drugie części podane są konsekwencje niespełnienia oczekiwań wyrażonych w części pierwszej (zabiję się). Można konać z oczekiwania, umierać z miłości i schnąć z tęsknoty, a jeśli to nie pomoże, pozostaje zasklepić się w nieprzeniknionym kokonie samotności. 
Lektura ogłoszeń bywa też straszna ze względu na zapewne nieuświadomiony ładunek emocjonalny. Sprowadza się on do palącego zapotrzebowania na drugą osobę, która w zasadzie powinna być księżniczką z bajki. Lista nierealnych oczekiwań zaczyna się od "uratuj mnie, zajmij się mną, zmień moje życie". I z całych sił broń od coming outu. Aby pysiol misia pozostał radosny, z odnalezioną drugą połówką należy dokonać przekształcenia dwóch osób w jeden organizm, który następnie komisyjnie dokona zaryglowania drzwi do szafy. Za nimi zapewne obydwie żyły długo i szczęśliwie i nigdy nie wstąpiły do organizacji lesbijskiej, bo zresztą nigdy taka nie powstała.

Mission: Impossible

Jak się okazuje, coming out jest jedną z najbardziej radykalnych form działania przedstawicieli organizacji gejowsko-lesbijskich w Polsce. Osoba decydująca się na coming out poza wąskim kręgiem wtajemniczonych i akceptujących przyjaciół jest traktowana jak kamikadze, z podziwem podszytym przekonaniem o skłonnościach samobójczych, bo nieujawnianie się jest przejawem nie tyle braku akceptacji własnej orientacji, co zdroworozsądkową strategią przetrwania. Poza tym skoro w opinii publicznej lesbijka to kobieta, która jeszcze nie znalazła właściwego mężczyzny, to lepiej nie uświadamiać otoczenia, że lesbijka mimo wszystko jest kobietą, której zależy na innych kobietach, bo efektem ubocznym może być niechciane zainteresowanie. Niewidoczność daje szansę na umknięcie przed dyskryminacją, a niewidoczność we dwójkę daje wsparcie i szansę na znośniejsze przetrwanie mało komfortowej sytuacji.
Jeśli jednak milczenie i zgoda na wykluczenie są najpopularniejszą, jak się wydaje, strategią przetrwania, to z kim ma się identyfikować lesbijka, jeśli lesbijek nie ma? A z drugiej strony, ich nieistnienie skazuje na izolację, którą można przynajmniej częściowo przełamać poprzez wejście w związek. Na tym wyczerpują się możliwości dostępne przy założeniu, że coming out jest wykluczony. Zapewne czepiam się, ale we dwójkę ciężko zorganizować rewolucję, a jeszcze ciężej w pojedynkę. Chociaż w Krakowie wychodzę z założenia, że ktoś to musi robić. Dlatego między innymi w lokalnym oddziale Kampanii Przeciw Homofobii rozpoczęłam cykl spotkań dla lesbijek. Czekam na tłumy, które dadzą wsparcie w działaniu wbrew absurdowi, w kraju, w którym lesbijki nie istnieją, nie mówiąc o lesbijskich działaczkach.

 

fio

© 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www