zadra-na-www

MATRONATY

Podręcznik władzy w każdej torebce

Podręcznik władzy w każdej torebce

W parlamentach krajów Europy Środkowo-Wschodniej jest znacznie mniej kobiet niż w parlamentach Piętnastki. Np. na Cyprze udział kobiet w parlamencie wynosi tylko 7 %, podczas gdy średnia w krajach członkowskich oraz dwóch państwach związanych z Unią, czyli w Norwegii i Islandii - 25,8 %. Niepokoi to Parlament Europejski, który w swoim tegorocznym raporcie na temat równych praw kobiet i mężczyzn wyraża obawę, że w przyszłości sytuacja ta będzie miała wpływ na liczbę kobiet w nim zasiadających. Obecnie kobiety stanowią tam 31 %.
Największym udziałem kobiet w krajowym parlamencie może poszczycić się Szwecja - po wyborach we wrześniu 2002 roku kobiety stanowią aż 45,3 % członków parlamentu, co daje Szwecji pierwsze miejsce w rankingu Inter-Parliamentary Union. Polska natomiast, po wyborach w 2000 roku z 48. "skoczyła" na 37. miejsce. Szwecja jest również "równościowym" liderem w Parlamencie Europejskim - na 22 mandaty dla szwedzkich deputowanych, 10 przypada kobietom (45,5%).
Szwedzkie osiągnięcia są efektem systemu proporcjonalnej reprezentacji oraz aktywnej działalności organizacji kobiecych, zarówno tych pozarządowych, jak i politycznych. Większość partii politycznych w Szwecji poparła zasadę zrównoważonego udziału obu płci w ciałach wybieralnych, umieszczając na swoich listach 50% kobiet i 50% mężczyzn. Powoduje to, że wyborcy mają możliwość głosowania na kobiety, bo są one obecne na wszystkich listach.
Skandynawski fenomen możliwy był nie tylko dzięki takim instrumentom, ale przede wszystkim dzięki bezkompromisowemu podejściu do polityki równouprawnienia płci. Od lat miedzy innymi Krajowa Federacja Socjaldemokratek w Szwecji podejmuje działania, które w wielu krajach Europy Środkowo - Wschodniej nadal budzą kontrowersje i brak zrozumienia.
W 1995 roku szwedzkie socjaldemokratki wydały broszurkę Podręcznik władzy (Power booklet). Skromna, sympatyczna, nie zniechęcająca objętością (całość ma format A6 i liczy zaledwie 20 stron), w prosty i przystępny sposób uświadamia nieuświadomionym jeszcze Szwedkom (aż dziwne, że takie jeszcze istnieją), że "władza to dobra rzecz", zachęca kobiety do samoorganizacji i wspierania się nawzajem na drodze do politycznej samorealizacji.

Władza nie jest obrzydliwa

Rozdział otwierający broszurkę wyjaśnia, że władza nie jest niczym obrzydliwym i udziału w niej nie trzeba się wstydzić. Wręcz przeciwnie, pozwala wpływać na otaczającą nas rzeczywistość i dokonywać w niej zmian. Musi być jednak sprawowana z dużą dozą mądrości i odpowiedzialności za swoje decyzje. Autorki (a może autorzy) podkreślają, że mężczyźni po prostu nie mogą rządzić sami - kobiety powinny mieć połowę władzy. Rozdział kończy zdanie: "Zacznij przyzwyczajać się do myśli, że jesteś przygotowana, aby pokazać, że możesz rządzić".
"Jestem gotowa, aby stać się członkinią zarządu.
Jestem gotowa, aby wziąć na siebie odpowiedzialność wiążącą się ze stanowiskiem kierowniczym."
A jeśli kobieta nie chce więcej władzy, obowiązków i odpowiedzialności? "Pożycz książeczkę innej kobiecie" - odpowiadają autorki.

Deficyt kobiet

Na początek przyjrzyjmy się strukturom władzy samorządu w naszej miejscowości albo strukturom organizacji, do której należymy. Gdzie podejmowane są najważniejsze decyzje? Czy przypadkiem nie brakuje tam kobiet? Odpowiedź zazwyczaj brzmi "Tak, brakuje!".

"Pamiętaj!
Źaden mężczyzna nie jest urodzonym członkiem zarządu gminy.
Również żadna kobieta nie jest urodzoną jego członkinią.
Ale każde z nich ma równie dobre kwalifikacje na to stanowisko."

A potem musimy nauczyć się reguł gry zwanej polityką. Można oczywiście doświadczyć ich na własnej skórze, ale najlepiej nauczyć się ich od innej kobiety, która ma już doświadczenie w polityce.

Teraz kobiety

Nie da się mówić o polityce bez partii politycznych. To one tworzą komitety wyborcze i ustalają listy kandydatów. W ostatnim czasie podejście ugrupowań politycznych do kwestii aktywności kobiet zmienia się na lepsze. Liderzy zaczynają rozumieć, że taka strategia się opłaca i warto mieć więcej kobiet na swoich listach. Ale to nie wystarczy. Partie nadal kierowane są przez mężczyzn, używają męskiego języka i nie biorą pod uwagę kwestii ważnych dla kobiet. Kolejnym męskim bastionem są gremia, które w partiach - i co najważniejsze, w okresie kampanii wyborczych - odpowiadają za kształtowanie wizerunku, informację i promocję. Opanowane przez mężczyzn decydują, jak i kogo prezentować społeczeństwu. Mają wpływ na dobór spraw i problemów, które ich zdaniem są najistotniejsze w programowym przekazie.
Więc na początek właśnie w ramach partii konieczne są konkretne działania. Znaczenie ma przecież fakt, kto na przykład prowadzi selekcję kandydatów i kto tworzy wyborczy program. Dlatego zadbajmy, aby zajmowały się tym również kobiety, które poprą kobiety i ważne z ich punktu widzenia sprawy.
Listy wyborcze, na których kobieta jest na drugim miejscu, są w porządku. Jednak często jest tak, że szanse na wygranie ma osoba znajdująca się na pierwszym miejscu, więc jeśli na pierwszych miejscach będą sami mężczyźni, to mandaty nigdy nie zostaną podzielone sprawiedliwie.

"Zaproponuj wprowadzenie zasady, że w sytuacji, gdy tworzone są 2 listy, na czele jednej z nich będzie stał mężczyzna, na czele drugiej kobieta.
Zażądaj, aby kierownictwo partii wzięło na siebie odpowiedzialność za zapewnienie równej liczby list z liderami i liderkami.
Lansuj kobiety znajdujące się w czołówce listy w lokalnych mediach.
Upewnij się, że liderki list są dobrze znane. Powinny być obecne na długo przed wyborami w artykułach prasowych, wypowiedziach publicznych.
Kobiety powinny bardziej wspierać się wzajemnie w każdej sytuacji."
W dziedzinie życia zwanej polityką nie wystarczą tylko dobre chęci. Na pewno przydadzą się nam umiejętności publicznego wypowiadania się i współpracy z mediami - tu może pomóc nam koleżanka-dziennikarka. Trzeba przywyknąć do tego, że ktoś - często duża grupa ludzi - na nas patrzy i nas ocenia.

Sposoby dominacji

Jeśli chcemy skutecznie konkurować na politycznej arenie, musimy zdać sobie sprawę z tego, że mężczyźni - świadomie lub nie - używają dla potwierdzenia swojej dominacji prostych technik, które profesor Berit As z Norwegii podzielił na pięć grup. Po pierwsze uczynienie kobiet niewidocznymi; po drugie ośmieszanie lub umniejszanie ich roli; ograniczanie przepływu informacji; zmuszanie do życiowych wyborów i wreszcie wpajanie kobietom poczucia winy i wstydu.

"Opanuj pięć sposobów dominacji - na palcach jednej ręki!
Wskaż swoim kolegom, która metoda jest stosowana na spotkaniu, na którym właśnie jesteś."

Kiedy kobieta zaczyna mówić, najprościej jest nie słuchać, przeglądać swoje papiery, rozmawiać między sobą albo wychodzić do toalety. Kobieta zaczyna czuć się nieważna i niegodna uwagi, zastanawia się, czy może nie powinna zrezygnować z takich zajęć.

"Domagaj się uwagi dla siebie! Dobry sposób to przestać mówić, dopóki nie ucichnie szelest papierów i szeptanie.
Jeśli nie rozumieją, co starasz się im przekazać w ten sposób, zastosuj ich sztuczkę w stosunku do mężczyzny, który mówi po tobie.
Szkol swój głos. Nie jest łatwo zignorować wyraźny i czysty głos."

Ośmieszanie kobiet - chyba nie trzeba tego tłumaczyć - bardzo często okazuje się skuteczną metodą manipulacji. Niestety, nadal w dobrym tonie jest bycie "zabawnym" i opowiadanie kawałów o blondynkach.

"Daj jasno do zrozumienia, że nie akceptujesz tego typu zachowań.
Nigdy nie śmiej się z kawałów macho.
Gap się ze zdziwieniem w oczach na opowiadającego kawał. Postaraj się wywołać chwilę krępującej ciszy. Następnie zwróć się do innej kobiet i zapytaj ją dobitnie: >Co on do cholery stara się powiedzieć?<"

Nie ma nic gorszego niż trzymanie gotowego do pełnej aktywności człowieka z dala od informacji i decydujących wydarzeń. Szczególnie mężczyznom przychodzi to z łatwością. W saunie czy w męskiej przebieralni często dobijają interesów. A potem na spotkaniach, gdzie kobiety są już obecne, tylko się te decyzje zatwierdza.

"Domagaj się szerszych informacji na temat dyskutowanych kwestii.
Domagaj się, aby ważne sprawy, które wymagają dokładniejszego zbadania, były przełożone na następne spotkanie.
Upewnij się, że informacje, których potrzebujesz, dostaniesz również z innego źródła, na przykład z własnej sieci kontaktów."

Kolejną metodę manipulacji, która dotyczy łączenia ról - domowej, zawodowej, a czasami jeszcze politycznej - możemy nazwać podwójną karą. Kobieta najczęściej jest nie tam, gdzie trzeba. Kiedy z zaangażowaniem wykonuje swoją pracę albo poświęca czas na działalność polityczną, nie może być prawdziwą mamusią. Jeśli z kolei na pierwszym miejscu stawia swoją rodzinę i dom, oskarżana jest o brak zaangażowania. Jeśli chce wybrać i rodzinę i pracę, nigdzie nie odczuje pełnej satysfakcji. Wszędzie musi być najlepsza i nigdzie nie jest wystarczająco dobra. Mężczyźni takiego problemu nie mają. "Mogą", a nie "muszą". Kobiety powinny mieć takie same prawo do przyzwoitego życia w pracy i w domu.

"Z niezwykłą starannością dobierz sobie męża.
Niezwykle starannie wybierz sobie szefa.
Wymagaj od swojego szefa, aby akceptował to, że odmawiasz i to, że się na coś zgadzasz - bez zwyczajowego karania brakiem awansu.
Zawrzyj ze swoim mężem albo partnerem >umowę<, dającą Ci prawo do udzielania się w polityce."

Często towarzyszy nam wpajane poczucie winy albo wstydu - wszystkie to znamy. Kobieta "sama jest sobie winna", "może winić tylko siebie", "sama się o to prosiła". I zaczynamy myśleć "No tak, to wszystko to moja wina". Wtedy ważne jest, aby przeanalizować sytuację i wyrobić sobie opinię na temat tego, co faktycznie zaszło. Zazwyczaj nie ma podstaw, aby czuć się winną.

"Skontaktuj się z bliską osobą i razem przeanalizujcie sytuację.
Niech Twoi przyjaciele cię bronią.
Broń innych kobiet, które ktoś przy tobie wpędza w poczucie winy czy wstydu."

Rady na koniec

"Noś ten Podręcznik władzy w swojej torebce. Postaraj się często go czytać. Powoli, ale z pewnością odkryjesz, że władza jest w porządku, jest zabawna i bardzo użyteczna. Powodzenia!" - tak kończy się szwedzka opowieść o drodze od przebudzenia do politycznej aktywności.
Choć do kolejnych politycznych wyborów mamy jeszcze trochę czasu, to właśnie już dziś musimy zastanowić się, jak sprawić, aby przynajmniej połowę naszych przedstawicieli do Parlamentu Europejskiego stanowiły właśnie kobiety. Unijne raporty zwracają uwagę na potrzebę podjęcia w krajach, które dołączą do Unii w 2004 roku, działań zachęcających kobiety do kandydowania do parlamentu. Myślę, że polskim kobietom przydałyby się i kwoty i broszurki, które w prosty i - co najważniejsze - normalny sposób przekonają je do politycznej aktywności

Sylwia Spurek - 27 lat, prawniczka, członkini Outreach Section Sztabu Wyborczego Hillary Clinton (Nowy Jork 2000), autorka publikacji Kobiety, partie, wybory, specjalistka ds. współpracy z organizacjami pozarządowymi w biurze Pełnomocniczki Rządu ds. Równego Statusu Kobiet i Mężczyzn.

Korzystałam z:

Power booklet wydanego przez National Ferderation of Social Democratic Women in Sweden, Sztokholm 1995
artykułu Agnieszki Kublik Kobiecy europarytet, Gazeta Wyborcza z 19.11.2002.

internet:

www.ipu.org

www.riksdagen.se

 

fio

© 2026. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www