zadra-na-www

MATRONATY

Bzdurne pytanie na śniadanie
Monika Angerhofer   
01 października 2012

W wolne dni umilam sobie spożywanie śniadania programiami w telewizji, żeby mieć na czym zawiesić oko między jednym a drugim kęsem. Najczęściej mój wybór pada na dwójkowe „Pytanie na śniadanie” i to nie w powodu mojego ogromnego zainteresowania odpowiedziami na te śniadaniowe pytania, ale raczej przez ograniczony wybór w telewizji o tej porze dnia. Wśród porad o regulowaniu brwi i radzeniu sobie po rozstaniu z parterem, pojawił się temat o Margaret Thatcher reklamowany jakże zachęcającym pytaniem: „Czy kobiety nadają się do polityki?”. Chyba pierwszy raz, zamiast pozwolić swoim myślom odlecieć w nieznane, słuchałam programu z zainteresowaniem i narastającym wzburzeniem.

Pierwsze wzburzenie nastąpiło zaraz po tym, kiedy dotarło do mnie znaczenie tytułu dyskusji. Bo czy to możliwe, żeby w XXI wieku ktoś jeszcze kwestionował udział i rolę kobiet w polityce? Szok jednak szybko mi przeszedł, bo zaraz sobie przypomniałam sobie, że przecież żyję w kraju, w którym wciąż panuje przekonanie, że miejsce kobiety jest przy rodzinie, a nie przy mównicy, i w którym wielu polityków otwarcie twierdzi, że polskim kobietom jest tu tak dobrze, że feminizm jest ruchem zbędnym i przestarzałym, bo przecież u nas wynosi się kobiety na piedestał i traktuje lepiej niż mężczyzn.

Z większym spokojem przysłuchałam się dyskusji, która nastąpiła później, a do której zaproszono dwie kobiety: kulturo znawczynię, pisarkę i absolwentkę gender studies Sylwię Chutnik i byłą polityczkę Małgorzatę Niezabitowską, byłą rzeczniczkę prasową rządu Tadeusza Mazowieckiego, która zrezygnowała z piastowanego urzędu, bo uznała, że polityka nie jest dla niej. Innymi słowy, była to nieszczególnie odpowiednia osoba do dyskusji o tym, czy kobiety nadają się do polityki. Zaproszono też, oczywiście, przedstawiciela płci męskiej, Leszka Jażdżewskiego – dziennikarza, bo dyskusja o kobietach w polityce nie może się przecież odbyć bez udziału mężczyzn. Impulsem do takiego tematu dyskusji była polska premiera biografii Margaret Thatcher Żelazna dama z Meryl Streep w roli głównej. I o ile z perspektywy czasu nikt się nie zastanawia, czy Margaret Thatcher nadawała się do polityki mimo bycia kobietą, współczesne kobiety w polityce z pytaniem, czy się do niej w ogóle nadają, muszą się zmagać praktycznie na każdym kroku.

Wnioski, które wysunęła grupa trojga gości i dwojga prowadzących (kobieta i mężczyzna, ale taki skład prowadzących wynika raczej z powodów czysto estetycznych niż mających na celu propagowanie równouprawnienia, bo wszyscy wiedzą, że prezenterka jest od tematów urodowych i lekkich, a prezenter od pytań na trudne tematy) nie zaskakują oryginalnością i brzmią jak echo argumentów w podobnych dyskusjach sprzed lat. Przede wszystkim kobieta dla polityki poświęcić musi rodzinę, a mężczyzna nie.  Kobieta musi się zmagać z natłokiem zadań, bo nie dość, że zajmuje się polityką, to jeszcze musi wrócić do domu, gotować obiad, prać, sprzątać i wychowywać dzieci (bo przecież każda kobieta to matka), więc nic dziwnego, że tak mało jest kobiet w polityce, bo któż by podołał temu wszystkiemu? Jedynym plusem obecności kobiet w polityce jest to, że kobiety z natury potrafią łagodzić konflikty, a sama ich obecność wpływa kojąco na innych polityków.

(...)
więcej w Zadrze na papierze
 

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www