zadra-na-www

MATRONATY

Wszyscy mówimy onzykiem
Agnieszka Szeżyńska   
01 października 2012

Tak, tak, zgadza się. Właśnie tak: „wszyscy”, nie „wszystkie”. Dlaczego? Właśnie dlatego. Dlatego, że wszyscy mówimy onzykiem. Językiem męskim, językiem „on”, on-językiem, onzykiem po prostu. Onzyk mówi: rodzaj męski wiedzie prym, rodzaj męski to rodzaj podstawowy, rodzaj męski przede wszystkim. Chcesz uogólnić? Użyj rodzaju męskiego! W ten właśnie sposób „wszyscy” oznaczają „wszystkich i wszystkie”, ale „wszystkie” oznaczają już tylko siebie i nic więcej.

Homo sapiens onzykus

Kurs na podyplomowych studiach genderowych, pierwsze spotkanie. W sali same kobiety, coś około dwudziestu.  Wykładowczyni wyjaśnia „o czym będziemy rozmawiały”. Po kilku minutach otwierają się drzwi i dołącza do nas spóźniony feminista. Wykładowczyni objaśnia, że „ważne, żebyśmy czyta… –  tu chwila zawieszenia – …czytali teksty przed zajęciami”. I, chciałoby się powiedzieć, po ptokach! Przynajmniej językowo. Wszystkie lubimy mieć wśród siebie zajadłego feministę, co w imię równouprawnienia gotów jest „z gołymi cyckami po ulicach latać” (wierny cytat), ale onzyk lubi go jeszcze bardziej. Tam, gdzie w tłumie kobiet pojawia się jeden mężczyzna, onzyk wiwatuje: mamy męskiego reprezentanta, przejmujemy tłum! Od teraz wyłącznie rodzaj męski! Odwzorowanie rzeczywistości zdaje się nie mieć tu nic do rzeczy.

W przypadkach, gdy generalizujemy (jak w tytule), ten męski reprezentant może być wyłącznie hipotetyczny, jednak wciąż wystarczy tylko jeden, by rodzaj męski zaczął oznaczać „ludzi w ogóle”. Jak tak się nad tym zatrzymać i zastanowić, onzykowy obraz świata jest dość przerażający. Zgodnie z nim każdy człowiek jest rodzaju męskiego – cały gatunek ludzki to mężczyźni. Stąd też fachowo zjawisko to nazywa się właśnie gatunkowością rodzaju męskiego. I jak w takich onzykowych warunkach dziwić się, że kobiety są językowo niedoreprezentowane?

Mucha w sieci onzyka

Na onzyk natrafiamy codziennie, wielokrotnie, nawet nie zdając sobie z tego sprawy. Jego przezroczystość i powszedniość sprawiają, że łatwo mu się bezkarnie panoszyć. Chcąc nie chcąc, a nawet ze wszystkich sił starając się mu przeciwstawić, wpadamy w jego sidła. Ministra Mucha spotkała się z zarzutem niekonsekwencji (między innymi ze strony dziennikarza RMF Krzysztofa Berendy, jak i autorów „Przeglądu tygodnia” na łamach „Uważam Rze”, nr 57), gdy w jej wypowiedziach wytropiono, że użyła w stosunku do siebie wyrazów „obywatel” i „doktor”. Będąc całym sercem za niewzbudzającą chyba emocji „obywatelką” i będącą kiedyś na porządku dziennym, a wypartą przez onzyk „doktorką”, całkowicie rozumiem również, dlaczego ministra Mucha nie skoordynowała rodzajów na absolutnie wszystkich frontach.

(...)
więcej w Zadrze na papierze
 

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www