zadra-na-www

MATRONATY

Opisanie i oczytanie
Paulina Szkudlarek   
06 sierpnia 2014

Jak spędzić weekend na cztery sposoby? Pięć błędów, które popełniasz w diecie, sześć rzeczy, które pomogą ci przejść przez kryzys w bieganiu, siedem znaków, że on cię zdradza i osiem, że jest kobieciarzem, dziesięć faktów o rudowłosych, o których na pewno nie wiesz, a nawet aż piętnaście superodchudzających produktów. Jeśli ktoś myśli, że moda na „artykuły” będące podobnymi wyliczankami (czyli materiały- preteksty do klikania i tym samym otwierania jak największej ilości reklam) to domena portali ściśle rozrywkowych albo kobiecych w niefeministycznym znaczeniu tego słowa, jest w błędzie. Oto garść przykładów ze stron optujących za równouprawnieniem, różnorodnością i wolnością.

bofranssonTrzy sposoby okazywania szacunku cudzej autoekspresji, online i offline, cztery sposoby, by wprowadzić feministyczne zwyczaje w swoim miejscu pracy, pięć prostych sposobów, by mężczyźni bardziej szanowali kobiety, siedem kłamstw o Latynoskach, które należy przestać rozpowszechniać, dziesięć przyczyn, dla których ustawa o in vitro nie powinna być tzw. kompromisem invitrowym. Oraz trzy oznaki wskazujące, że potrzebujesz przerwy od feministycznej blogosfery. Same autentyki! Znając tę konwencję, nie zdziwiłam się, kiedy trafiłam na listę jedenastu „książek zbuntowanych kobiet”  

Warto przebrnąć przez to zestawienie. Choćby po to, by dowiedzieć się, jakie powieści ukryły się za nagłówkami typu: okrutna samotność, ofiara chorych fantazji, portret niewolnicy oraz spotkanie z demonem. Biorę feminizm za formę tego „kobiecego buntu”, formę szczególnie podsycaną odpowiednimi lekturami. Oczywiście, niekoniecznie feministycznymi. Wystarczy przypomnieć, że w swojej klasycznej pracy „Sexual Politics” (1969) Kate Millett za temat obrała pisarstwo mizoginiczne. Autorka zestawienia nie jest jednak zainteresowana społecznymi mechanizmami niesprawiedliwości i wykluczeń za względu na płeć, stawia na sensacyjność i jednostkowość, odrębność sytuacji opisywanych w uwzględnionych w tekście powieściach. Toksyczna relacja matki z córką, zakazane rewiry seksu z uczniem, wyklinana, skandalizująca książka, perwersyjna przyjemność, wyuzdane fantazje, tłumiona lesbijskość, przeklęte dzieci… Hasła iście tabloidowe. Zarazem w krótkich tekstach uporczywie przebijają się elementy retoryki być może drobnomieszczańskiej, być może motywowanej pobożnością: ocieranie się o zło, zgorszenie, ogromne kontrowersje, obraza moralności. O bohaterce narracji, która nie ma – jeśli mnie pamięć nie myli – nic wspólnego z dylematami religijnymi czytamy, że jej grzechem jest uwiedzenie ucznia. Grzechem? Przestępstwem! W polskim prawodawstwie mówi o tym artykuł 200 Kodeksu karnego. W Wielkiej Brytanii zaś – ponieważ tam dzieje się akcja „Notatek o skandalu”, o których mowa – The Sexual Offences Act. Coś jednak sprawia, że osoba odpowiedzialna za przygotowanie odnośnego materiału prasowego i pod nim podpisana (bo autorką artykułu jakoś nie potrafię jej nazwać) wybrała takie nacechowane konfesyjnie słowo.

O „Orlando” bądź „Orlandzie” z kolei dowiadujemy się, że to najdłuższy list miłosny w historii literatury. Bez wzmianki, że określenie to (zresztą okrojone przez autorkę zestawienia) zawdzięczamy synowi adresatki listu, rzecz jasna skierowanego przez kobietę do kobiety.

Można też pisać samodzielnie. Niezawodne w dostarczaniu kuriozalnych materiałów „Wysokie Obcasy” ogłosiły tego lata konkurs na autonarracje czytelniczek. „Przez całe lato (…) pisarze będą uczyć, jak pisać o własnym życiu. A gdy miną wakacje i nadejdą chłody, a Wy będziecie już wyedukowane/ni, możecie zadumać się nad własnym życiem i je opisać”. Akcja Wakacyjna Szkoła Pisania odbywa się pod zgrabnie dwuznacznym hasłem „Moja droga”. Poradami potencjalne autorki wspomagają w ramach Joanna Bator, Sylwia Chutnik, Mariusz Szczygielski, ulubieniec „Gazety” Janusz Rudnicki. Niestety, czym innym było uczestniczenie w warsztatach pisania z Izabelą Filipiak, a czym innym przeczytanie jej „Twórczego pisania dla młodych panien”. Pomijając jednak mój sceptycyzm co do artystycznego pokłosia akcji, niepokoi mnie jej aspekt emocjonalny. Wyraźna jest zachęta do wkraczania na obszary biograficznie ważne, sięgania ku wspomnieniom intymnym. Cena upublicznienia „prawdy o sobie”, choćby twórczo przetworzonej, może być wysoka. Ten cudzysłów to nie tylko wyraz nieufności wobec koncepcji prawdy, ale też zaznaczenie, że autoprezentacja sygnowana imieniem i nazwiskiem może zostać odebrana jako faktyczna, i rachunek wystawiony. Co mam na myśli? Zapewne wyobrażenie sobie, że jestem – by odwołać się do przykładów z zestawienia „książek zbuntowanych kobiet” – Eriką Kohut albo Barbarą Covett, mam szczerze o sobie opowiedzieć, choćby w ramach konkursowego limitu 15 tys. znaków, po czym oczekiwać reakcji moich bliskich, znajomych i wszystkich osób czytających, byłoby dobrym ćwiczeniem uświadamiającym skalę wspomnianej ceny. Rzecz jasna jednak kwestia rozbiłaby się i o talent literacki, i o pulę dostępnych pamięci doświadczeń biograficznych.

Co można w takim razie zyskać? Nagrody w konkursie to weekend w ekskluzywnym hotelu i biżuteria. W informacji o „Mojej drodze” (czy też „Mojej drogiej”) czytam, że najlepsze prace zostaną nagrodzone. Nie widzę obietnicy, że zostaną opublikowane.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www