zadra-na-www

MATRONATY

Sezon ogórkowy a bikini
Paulina Szkudlarek   
19 lipca 2014

Sezon ogórkowy trwa. Popularne portale prześcigają się w ilości i rozmaitości artykułów ujmujących kwestie letniego wyglądu Polaków i Polek. To, że przedmiotem oglądu stali się też mężczyźni, nie powinno napawać optymizmem. Liczy się wygląd. Pewien psycholog zajmujący się rekrutacją wyraził publicznie taki osąd: „Oczywiście nie wolno dyskryminować, ale nie udawajmy że wygląd nie ma znaczenia”. A że chodziło o konieczność umieszczania fotografii w dokumentach aplikacyjnych (w CV, prościej mówiąc), kontynuował: „Są takie stanowiska, w których to jest bardzo istotne np. asystentka, hostessa, stewardessa”. Na stanowiskach asystentów, hostów i stewardów zapewne jednak nieistotne?

W porze urlopowej nie martwmy się jednak ewentualną zmianą pracy. Zajmijmy się kwestiami fundamentalnymi: „Każda kobieta chce wyglądać pięknie”. Makijaż sprawia, że twarz prezentuje się tak, jak nosząca go kobieta chce się światu pokazywać, lub przynajmniej: jak pokazywać się woli. Niekoniecznie jej preferencje oznaczają dodawanie kolorków: chodzi często o to, by ukazywać gładszą cerę i wyrazistsze spojrzenie w stylu makijażu zwanego „no make-up”. Złudzenie prysłoby, gdyby taki „niemakijaż” spływał, stąd specjalne porady na upalną porę roku – zdradza, jak czytam, mistrz trudnej i wyrafinowanej sztuki. Proszę nie lekceważyć tych wywodów: warto się przecież dowiedzieć, dlaczego rekomendowane są BB albo CC kremy oraz jak poradzić sobie z niebezpiecznym efektem „twarogu”. Na twarzy.

Nie, nie liczy się wygląd, tylko znaczenie przypisywane poszczególnym elementom prezencji. Swego czasu przecierając oczy (ale nie ryzykując rozmazania tuszu, bo go nie nakładam) czytałam wskazówki dotyczące stroju dojrzałych kobiet. Magiczna granica została ustalona na wieku trzydziestu lat. „Oczywiście, jeśli należysz do tego grona [trzydziestolatek], możesz ubierać się, jak chcesz”, zostałam zapewniona, ale.. Ale lepiej nie. Jak sądzę, ta cezura wiekowa jest dość szeroko uznawana. Przypomnijmy Tamarę, 30-letnią bohaterkę nominowanych do nagrody Nike „Nocnych zwierząt” Patrycji Pustkowiak. Tamara ubolewała, że jej starzejące się ciało przestało być interesujące jako obiekt seksualny (i przerzuciła się na konsumpcję pornografii, ale to inna historia).

wycelowaneDrobiazgowej analizie poddano zatem garderobę trzydziestolatki: stosowną długość spódniczek, dopuszczalną kolorystykę, zakazane fasony oraz ozdoby. Obok odradzanych jako groteskowe falbaniastych spódniczek (mam), bluz z kapturami (mam), kolorowych skarpetek (też mam) i koszulek z nadrukami (też) umieszczono także płócienne torby (już po mnie). Alternatywą dla szafy trzydziestolatki nie jest rzecz jasna habit: należy mieć kardigan, trencz, koszule taliowe, ze szczególnym uwzględnieniem białej bluzki. Hm, czy bohaterka „Białej bluzki” Agnieszki Osieckiej nie była aby… młodsza?

Obnażanie się to wyższa szkoła jazdy. Wzięto na tapetę różnicę między bielizną a bikini: dlaczego kobiety wstydzą się tej pierwszej, a tego drugiego nie? Nie może chodzić o krępowanie się wyglądu ciała, skoro i bielizna, i bikini odsłaniają tyle samo, i bielizna, i bikini występują w wersjach skąpych oraz bardziej zabudowanych. Jak zatem wyjaśnić skrupuły wobec możliwości, że chętnie plażującą w bikini kobietę ktoś obcy ujrzy, gdy ta będzie w „samej” bieliźnie? Otóż dla bikini zarezerwowana jest funkcja stroju sportowego. Nieważne, że wygodniej jest pływać w kostiumie jednoczęściowym, a zawodowe sportsmenki trenują i startują w stroju zwanym skórą rekina. Bikini jako strój sportowy przyrównywane jest do dresu. Gdybym kiedykolwiek miała z politowaniem użyć określenia „kobieca logika”, zrobiłabym to teraz właśnie. Dres daje komfort swobody ruchów w sporcie i rekreacji w taki sposób, by się nie martwić, że coś się obsunie, przesunie, spadnie, rozwiąże. Co więcej, dres jest w kobiecym, ale nie feministycznym dyskursie strojem kryjącym, kamuflującym. Lubią go te młode matki, które wstydzą się pociążowych fałdek. Jeśli dodamy do tego tzw. bieliznę sportową (staniki instruktorek fitnessu, majtki tenisistek), rozróżnienie sypialnia – sport staje się jeszcze bardziej skomplikowane.

Przedmiotem krytycznych komentarzy stali się jednak też mężczyźni. Latem obrywają za zaniedbanie rozumiane jako nieeleganckie ubiory oraz pełne samozadowolenia obnoszenie się z nadwagą. Oto dlaczego jako feministka krytykuję takie publikacje: ich obecność świadczy nie o genderowej równości, a o poszerzeniu pól opresji. Naciskanie na jeszcze większą ilość osób, by spełniała określone arbitralne standardy i zawstydzanie tych niespełniających jest nieobojętne także dla tych z nas, którzy i które świadomie dystansują się wobec takich perswazji i przymusów. Pomińmy fakt, że rzeczone standardy są wyznaczane cyfrowo, a przykładane do realiów poza PhotoShopem. Trudno udawać niewiedzę co do tego, jaka uroda jest preferowana, naruszenie jakiej niepisanej normy wystawia nas na znaczące spojrzenia, na komentarze czy obelgi, tudzież poza jakimi „widełkami” rozpoczyna się przesada. Różnorodność akceptowana jest niejako do pewnego stopnia. Za wysoka? Źle. Za bardzo umięśniona? Nieładnie. Za duże piersi? Karykaturalne. Zbyt ostry makijaż? Niesmaczne. Ta garść przykładów wraz z retoryczną formą kilku ostatnich zdań ma sugerować bezosobowość tych przymuszeń. Z tego punktu widzenia nasze podporządkowanie nie byłoby nikomu potrzebne. Nie ma jednak tak dobrze. Często aluzje, krytyka, komentarze padają ze strony osób dla nas znaczących. Zakładając, że mają jak najlepsze intencje, dla odmiany mamy do czynienia z dyscyplinującym szantażem emocjonalnym. I tu problem przenosi się spośród lipcowych ogórków na poziom codziennej negocjacji naszej autonomiczności.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www