zadra-na-www

MATRONATY

Szczucie rankingiem
Paulina Szkudlarek   
21 marca 2014

Kilka dni temu kontrowersje wywołał przygotowany przez portal Booklips ranking dziewięciu najładniejszych polskich pisarek. Natychmiast podniosły się liczne głosy sprzeciwu, a także obrony, choćby ze strony pisarki w tym konkursie piękności wyróżnionej. Jako że racje przeciwników i przeciwniczek są – na tych łamach – oczywiste, powiem tylko, że osoby, którym ten ranking się podoba, mówią, że to przecież zabawa i że atrakcyjnego wyglądu pisarek nie łączy się z jakością ich pisarstwa. Pomijając subiektywność ocen i zasadność ich wystawiania, każda kobieta odpowiednio sfotografowana może spełniać aktualnie obowiązujące normy, czyli zasłużyć na określenie jej piękną. Są osoby, które sobie ten status cenią i do niego aspirują. Nic nowego.

grafitiCiekawa wydaje się koincydencja kilku okołoliterackich, a raczej paraliterackich dyskusji. Niedawno Kinga Dunin poddała drobiazgowej analizie aktualny numer kwartalnika „Książki. Magazyn do czytania”, ostro punktując to, w jaki sposób spłaszcza się tam myślenie o sztuce słowa, i jaką wizję czytelnictwa się prezentuje. Mimo niedługiej jeszcze historii istnienia tego magazynu (ukazuje się od lata 2011 roku), widać pewną tendencję dotyczącą okładek. Prezentowane na nich portrety pisarzy to albo fotografie (Jonathan Franzen), albo grafiki werystyczne (Janusz Korczak) lub karykatury (Marcel Proust), utrzymane w tonacji minorowej. Pisarze są poważni, jak na mędrców przystało. Wprawdzie rok temu pojawiła się okładka z uśmiechniętą Zadie Smith i adekwatnie „radosnym” nagłówkiem zapowiadającym jej artykuł, ale to tylko miła odmiana. Poza Smith zaszczytu ozdobienia reprezentacyjnej części czasopisma dostąpiła jeszcze druga kobieta: Dorota Masłowska. To jedyny portret ujmujący całą sylwetkę. Za to jak! Pisarka siedzi na huśtawce, a odchylenie i pęd powietrza powodują, że krótka spódniczka odsłania jej nogi – praktycznie niemal po tyłek. Nie dam się przekonać o ironiczności takiego wizerunku kobiety, było nie było, trzydziestoletniej: dla mnie to infantylizacja i uprzedmiotowienie na granicy poniżenia. Jednak mój niesmak jest nie tylko feministyczny, ale i czytelniczy.

Być może nie było to tak głośne, jak inicjatywa Booklips, kiedy w ubiegłym roku Marta Marciniak, publicystka portalu Na Temat, zaprezentowała swój „Top 10 najseksowniejszych pisarek i pisarzy” w Polsce. Pięć ciał żeńskich i sześć męskich. Wprawdzie na ilustrujących tekst zdjęciach nikt nie jest roznegliżowany, ale skoro autorka użyła określenia „najlepsze ciała”, warto to powtórzyć. Nie jest to zreszta jedyny ranking wyróżniający mężczyzn zajmujących się literaturą. Na Pulowerku opublikowany został też ranking zestawiony przez warszawskie bibliotekarki.

Wszystko to odbywa się w realiach katastrofalnie niskiego czytelnictwa w Polsce, ponawiania pytań o jego przyczyny, wysuwania diagnoz (np. obwiniania szkolnych praktyk sprowadzania lektur do fragmentów, przeżywania dzieciństwa bez książek, itp.) oraz – rzecz jasna – remediów.

Od paru już lat niezrozumiałą dla mnie furorę robi kampania „Nie czytasz? Nie idę z Tobą do łóżka!”. W imię promocji czytelnictwa kolejne mniej lub bardziej znane osoby pozują do zdjęć z książkami. Choć w opisie mowa jest o przyłapaniu w łóżkach na czytaniu do poduszki, fotografie są starannie zaaranżowane i wystylizowane. Ze względu na liczną obecność zadeklarowanych feministek oraz osób nieheteronormatywnych obu płci, projekt cieszy się dobrą opinią w środowiskach prorównościowych, przy czym „statystyka” znów pokazuje, że reprodukowany jest nieprzyjemny wzorzec. Żaden z mężczyzn nie eksponuje bielizny, nie wyciąga długich nóg, nie rozwiewa takichż włosów, żadnemu koszulka nie zsuwa się ponętnie z ramion.

Kręcenie nosem nad hasłem kampanii to zapewne wyraz braku dystansu czy poczucia humoru, mnie jednak się ono nie podoba. Gra słów wykorzystująca „pójście do łóżka” jako eufemistyczny synonim odbycia stosunku seksualnego ma przypominać o tym, że wzmiankowany mebel jest też przestrzenią intymną, w której oddajemy się rozmaitym przyjemnościom, np. spaniu (tym razem dosłownie rozumianemu) oraz czytaniu. Ma też przypominać, jak potężnym afrodyzjakiem jest intelekt. Dla mnie ma to jednak mniej do czyniania z atrakcyjnością fizyczną, a więcej – z bogactwem wyobraźni.

Najwyraźniej jednak moje podejście jest przestarzałe. Nie przedkładam docenionej przez blogerkę „Na temat” Joanny Bator nad Hilary Mantel dlatego, że ta druga ma nadwagę, jako i odwrotnie: nie przedkładam Umberta Eco nad lidera rankingu bibliotekarek, Szczepana Twardocha, choć ten ostatni nadwagi nie ma. Czytanie jest sexy, czytający i czytające są sexy, pisarze i pisarki są sexy, a ja zadaję sobie pytanie: w czym „sprzedawanie”, promowanie literatury poprzez skojarzenia erotyczne czy wręcz odwołania jednoznacznie seksualne jest lepsze od reklam opon czy dachówek pokazywanych w stylu „szczucia cycem”?

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www