zadra-na-www

MATRONATY

Róże z protezami
Paulina Szkudlarek   
05 marca 2014

1 marca 2014 odbył się I Małopolski Kongres Kobiet. Po doświadczeniach innych miast, szczególnie Warszawy, po lekturze artykułu „Kongresizm i feminizm” Aleksandry Banot w najnowszej Zadrze, wiedziałam, czego się spodziewać. Wszystko zdradza program, w którym nie było miejsca na słowo „feminizm”. Z jednym jednak wyjątkiem: zorganizowano panel „Czy katoliczka może być feministką?”. Zgodnie z zapowiedzią podczas dyskusji szukano odpowiedzi na pytanie o miejsce feministki w Kościele – katolickim, jak sądzę, bo nie uznano za zasadne tego uściślić – oraz o to, czy Kościół się feministki powinien bać. Niekoniecznie tej szukającej w nim swojego miejsca.

tancerkiChoć pokusa była silna, wybrałam jednak panel o niepełnosprawności: „Kobiety z niepełnosprawnością w różnych rolach społecznych”. Tytuł ujęty niezbyt fortunnie, podobnie jak opis: „Celem panelu jest przedstawienie uczestniczkom sylwetek kobiet z niepełnosprawnością, które przełamując bariery fizyczne, społeczne i emocjonalne, każdego dnia inspirują inne osoby zarówno pełno sprawne jak i z niepełnosprawnością do pełnego uczestnictwa w życiu i spełniania swoich marzeń. Historia ich życia i pracy to także opowieść o tym jak odpowiednio dostosowane wsparcie pozwala w pełni wykorzystać indywidualny potencjał, a także powiedzieć NIE stygmatyzacji i stereotypom”.

Pisownia oryginalna, a jakże.

Nie brak mi nieprzyjemnych doświadczeń na tym polu, jednak w czymś tak wykluczającym chyba nigdy dotąd nie uczestniczyłam. Nie jest tak, że wszędzie chodzę i domagam się uwzględnienia wszelkich wyobrażalnych możliwości (najchętniej widoczności lesbijek). Chodzi mi o kwestię najściślej związaną z meritum: rodzaje niepełnosprawności. W czasie panelu ograniczono się do lokomocyjnej, czyli ruchowej i to niesprzężonej! Jedynie w prezentacji działań Fundacji Aktywnej Rehabilitacji wzmiankowane były niepełnosprawności sprzężone, ale tu z kolei uwzględniono tylko te nabyte (nie wrodzone). No, ale nie jest moją intencją wyliczanie klasyfikacji z podziałem na kryteria.

Mam poczucie stąpania po cienkim lodzie. Krytyka koncepcji i formuł spotkań, które na różne sposoby przełamują bariery związane z niepełnosprawnością, jest niebezpieczna. Każda osoba jest przecież ważna, każde świadectwo interesujące i cenne, a jego zaprezentowanie wiąże się z wielką osobistą odwagą. Jednak panel „Kobiety z niepełnosprawnością w różnych rolach społecznych” okazał się monotonny i wąski. Dowodził braku wrażliwości i był okraszony bardzo wyrazistym światopoglądowym sosem.

Reprezentowane były wyłącznie kobiety po amputacjach albo z ograniczoną motoryką. Z tego, co usłyszałam, wystarczyło, hm, coś im dać. Naprawić. Specjalistyczny wózek, specjalistyczna proteza – i już można tańczyć, uprawiać chodziarstwo wzdłuż polskiego wybrzeża, a nawet – jeśli nie zaniedba się zajęć fitness – „stać się dla niego bardziej atrakcyjną”. Ale zaraz, zaraz! Nie tak od razu! Sprzęt kosztuje, państwo polskie go nie refunduje. Jedna z panelistek przekonywała, że zresztą nie powinno. Bardziej „opiekuńczy” model szwedzki został zdyskredytowany jako uzależniający, bo odbiera potencjał samodzielności. Od czego pomoc ludzi dobrej woli, gotowych „wesprzeć konkretną kobietę protezą” za pośrednictwem organizacji pozarządowej? Przedstawicielki takich NGO-sów autorytarnie, by nie powiedzieć paternalistycznie, opowiadały o beneficjentkach: to „nasze wyjątkowe podopieczne, róże”, które „wspieramy, wzmacniamy”, a one udowadniają, jak pełne są „siły, chęci i determinacji”. Przecież te piękne róże – dziewczyny z trudnościami ruchowymi – czasem potrzebują tylko naszej ulotki, by potem powiedzieć: „To zmieniło moje życie”. Takie wyznanie przekonuje, że pomoc została skierowana do właściwej, zasługującej na nie osoby.

Jaki dokładnie jest preferowany model? Otóż zmiana następuje zgodnie z amerykańskim świadectwem nawrócenia religijnego albo z historią coming outu (o tym, jak podobne są schematy tych dwóch rodzajów narracji, pisał m. in. Tomasz Basiuk). Nieszczęśliwy wypadek jako nabycie niepełnosprawności powoduje załamanie, po którym następują powolne starania o poprawę losu. Bezsilna, choć wyrozumiała rodzina, daremna rehabilitacja medyczna, popadnięcie w marazm… Kluczowym momentem jest otrzymanie szansy na zmianę: zetknięcie się z odpowiednim środowiskiem. Odtąd rehabilitacja okazuje się skuteczna, wsparcie całościowe, ludzie uśmiechnięci, wstyd pokonany. Można zostać ambasadorką fundacji i podczas publicznych spotkań wprawnie recytować listę sponsorów i patronów.

Wyższość ścieżki charytatywnej nad systemową (państwową) została zobrazowana na rysunkach prezentujących wyliczenia – za pomocą dość abstrakcyjnych liczb – które miały udowodnić, że działania charytatywne są bardziej opłacalne. Rysunki tę były ciekawe również z genderowego punktu widzenia. Widzimy mężczyznę ulegającego urazowi kręgosłupa (do wyboru – w wypadku drogowym lub po skoku do wody) i kobietę – jak wynika z kontekstu, jego partnerkę – która wykonuje na jego rzecz pracę opiekuńczą, także w szpitalu, gdzie jako pacjent mężczyzna powinien otrzymać pomoc ze strony personelu medycznego. Mężczyzna przechodzi na rentę, porusza się na ciężkim wózku ortopedycznym i – to cytat z materiałów kampanii – „status materialny rodziny pogarsza się”. Kiedy już otrzymuje prawdziwą pomoc, kobieta znika. Nie, nie dlatego, że odchodzi od partnera, a dlatego, że w opowieści o jego sukcesie jest zbędna. Mężczyzna porusza się na lekkim wózku, może prowadzić samochód, wyjeżdża na obozy rehabilitacyjne, robi kursy aktywizacji zawodowej – wraz z innymi mężczyznami. Problem – pomoc – rozwiązanie. „Miałam wiele szczęścia, że poznałam ludzi, którzy mi pomogli”.

Słowo-klucz to aktywność: przymus opuszczenia czterech ścian, nadzieja i szansa na nowe życie, optymizm, bo wiara czyni cuda, a chcieć to móc.

Problem w tym, że niestety nie zawsze. Co więcej: w zdecydowanej mniejszości przypadków – nie zawsze. Kobiecie z dysfunkcją ruchową taką, jak reprezentowane na panelu, nie brakuje problemów, ale co z przypadkami innych niepełnosprawności? Gdy o to zapytałam, nie dostałam odpowiedzi. Usłyszałam tylko, że poruszyłam ważną kwestię. Tymczasem niesprzężenie niepełnosprawności jest rzadkością, ponadto konieczne jest uwzględnianie ogólnej wydolności organizmu jako kryterium możliwości wyćwiczenia, usprawnienia motoryki, ba! jako kryterium możliwości podjęcia takiej próby.

Nie wystarczy triumfalistyczne pokazywanie przykładów atrakcyjnych optymistek, pozytywnych pań-róż, nawet jeśli w duchu tokenizmu któraś z nich będzie w starszym wieku. Warto wziąć pod uwagę gigantyczny obszar skazania na bezradność i pesymizm w stanie zdrowia, który się nie poprawi, niezaleźnie od tego, ilu sponsorów byłoby gotowych sfinansować pomoc. Niezależnie od „indywidualnego potencjału” nie zawsze wygrywamy. Nie każda niepełnosprawność czy choroba jest malownicza, nie każda jest widzialna, o czym zapewniam jako wnuczka kobiety niepełnosprawnej, córka kobiety niepełnosprawnej i partnerka kobiety niepełnosprawnej.

Żyjemy w niesamowitych czasach. Przełamane zostało mnóstwo barier mentalnych i przestrzennych. Mamy internet. Mamy procedury, dyrektywy, rekomendacje. Tyle wiemy o polityce reprezentacji, o wrażliwości społecznej. Potrafimy zadeklarować, że mówimy „nie!” stereotypom, pracowicie i z poczuciem dobrze spełnionego obowiązku je powielając. Nie liczyłam, że podjęte zostaną starania o odtabuizowanie seksualności niepełnosprawnych kobiet, o seksualnościach nienormatywnych nie wspominając. Nie liczyłam, że chociaż wzmiankowana będzie problematyka ubezpieczeń społecznych w kontekście tzw. umów śmieciowych. To zbyt daleko idące oczekiwania. Ale instruktaże postępowania powypadkowego rozpisane jak patriarchalna partytura? Reklamowanie zajęć, na których wspierane przez fundację kobiety gotują, malują albo budzą w sobie poczucie piękna? Ten pokaz samoograniczenia był przytłaczający – i zasmucający.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www