zadra-na-www

MATRONATY

Głupio-mądre cytaty
Paulina Szkudlarek   
30 grudnia 2013

Niezawodna (hm!) „Gazeta Wyborcza” przygotowała niedawno wybór cytatów z wywiadów, które publikowała w 2013 roku. Pod tytułem "Mądre słowa, które nas uwiodły” znajdujemy zapewnienie, że to selekcja tego, co najpiękniejsze, najmądrzejsze i najtrafniejsze. Do tria osób przenajbłyskotliwszych, obok Zygmunta Baumana i Joanny Bator, wliczony został Szczepan Twardoch, znany jako autor „Morfiny”.

cuszyslowPozwolę sobie na obszerny cytat, by nikomu nie umknęły tak ważne słowa. O współczesnych parach, prawdopodobnie swoich rówieśniczkach i rówieśnikach, urodzony w 1979 roku pisarz wyraził się następująco: „Martwi ludzie są wydrążeni, skorupki takie z chińskiego plastiku. Te wszystkie wypindrzone dupki podobne do siebie, jakby je w jednej fabryce robili, Warszawa, Kraków czy Poznań, korporacja, mieszkanko na strzeżonym osiedlu, pierdolony kotek i jego kuweta, bo na dzieci jeszcze „się nie zdecydowały”, wydaje im się, że o wszystkim decydują, takie pewne siebie, samorealizacja, samodoskonalenie i inwestowanie w siebie, a do tego ci ich, kurwa, „partnerzy”, bo to przecież nie chodzi o żaden romans, tylko właśnie „partnerzy”, wykastrowane toto zupełnie, bo się baby własnej boją nawet bardziej niż szefa w robocie – czy oni w ogóle sypiają ze sobą? Jak można sypiać z kimś, z kim zasady pożycia negocjuje się jak kontrakt? W tym jest tyle seksu co w umowie o dzieło. Jakby to spółka była, nie coś, co się dzieje między dwojgiem ludzi w łóżku i potem przy stole, i w życiu w ogóle. Przecież nawet licealne ”mój chłopak” czy ”moja dziewczyna” albo seryjny i niedokonany ”narzeczony” jest lepszy od tego pierdolonego ”partnera” czy ”partnerki” rodem z kodeksu handlowego. I potem czarna rozpacz, jak te biedne laski patrzą nagle w lustro po czterdziestce, partner poszedł w cholerę razem z ich młodością, kotek zdechł, tylko kuweta zasrana została i nagle – przepraszam – gdzie się podziało nasze życie?”.

W pierwotnej, marcowej publikacji wywiadu przeprowadzonego przez Dorotę Wodecką, po powyższej wypowiedzi Twardoch upomniał się, by rozmowa zeszła na temat literatury. Nie zeszła, jednak mniejsza o to: interesuje mnie grudniowe wyeksponowanie tego, a nie innego cytatu.

Przypomnijmy kontekst: w marcu cichły już debaty wokół styczniowego odrzucenia przez sejm projektów ustaw o związkach partnerskich. Wobec tego mówienie o partnerkach i partnerach jako określających się tak z powodu „wykastrowania” i chęci regulacji życia w duchu kodeksu handlowego jest obraźliwe dla gejów i lesbijek oraz ich sojuszniczek i sojuszników w dążeniach do prawnej legitymizacji związków partnerskich (rzecz jasna postulatywnie dostępnych także dla par heteroseksualnych). Ta legitymizacja jest potrzebna nie tylko korpoludkom marzącym o kredycie na mieszkanie w enklawie grodzonego osiedla.

Homofobii towarzyszy mizoginia. Samolubne, pardon, samorealizujące się, wypindrzone kastratorki i bojący się ich bardziej niż szefów partnerzy. Nie potrzeba im z pewnością środków antykoncepcyjnych („czy oni w ogóle sypiają ze sobą?”), a skoro czas leci („patrzą nagle w lustro po czterdziestce”), przyda się raczej in vitro („kotek zdechł”).

W grudniu ukazał się również wywiad Agnieszki Kublik z psycholożką Joanną Roszak. Nadtytuł brzmi: „Matka Polka i matka feministka”. W prezentowanej koncepcji są to byty zdecydowanie rozłączne. „Matki Polki po urodzeniu dziecka otrzymują to, czego się spodziewały: nie ma modelu partnerskiego, on zarabia i przynosi pieniądze, ona sprząta i pielęgnuje ognisko domowe. Matki o równościowych poglądach myślały, że […] będą […] z mężem czy partnerem dzielić obowiązki. A okazuje się, że tak nie jest”. Czytamy o tym zresztą już w nagłówku, w którym otrzymujemy fragment z rozmowy. W efekcie feministki są niezadowolone z życia. Oczywiście, stwierdzenie to otrzymujemy w formie zgodnej z akademickimi zasadami. Nie wolno uogólniać! Należy powiedzieć, że „z badań wynika”, że „niższy poziom satysfakcji z życia”, że „mniej dobrostanu psychicznego”. Dziennikarka krąży wokół rozmaitych win feminizmu. Oto nie zmienił on tego, że „kobiecość to nadal przede wszystkim bycie matką”, za to „zagonił kobiety w […] pułapkę”. Interesująca antropomorfizacja feminizmu, prawda? „Powiedział kobietom: realizujcie się poza domem […], ale jednocześnie nie zagonił mężczyzn do domu, nie przesunął na nich odpowiedzialności za opiekę nad dzieckiem”. Feminizm dokonał jeszcze czegoś zaskakującego: „rozmontował państwo opiekuńcze”! Jakim sposobem? Odbierając wartość macierzyństwu. Kublik pyta Roszak, czy ta zgadza się z rzeczoną tezą, ta zaś wymijająco przywołuje w swej odpowiedzi obraz kobiety w garniturze i pod krawatem.

Ponadto dzięki dziennikarce poznajemy różne naiwne założenia feministek (np. że mężczyźni wykażą postawy prorównościowe) oraz oczekiwania wobec nich. Choćby takie, że feministki „nie będą mówiły kobietom, które zostają w domu […] świadomie […], że są gorsze, że są kurami domowymi”. Roszak głównie wtóruje.

Zafascynowała mnie wizja feminizmu, który zburzył państwo opiekuńcze. Dotąd naiwnie obwiniałam o to – najogólniej mówiąc – rynkowe mechanizmy neoliberalizmu. Tego, przez który pracowniczki i pracownicy rzadziej mogą liczyć na etaty: w imię biznesowej opłacalności i globalnej konkurencyjności podpisują raczej umowy o dzieło. A jak powiedział Szczepan Twardoch, w nich jest tyle seksu, co w niesformalizowanych związkach partnerskich.

 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www