zadra-na-www

MATRONATY

Obserwacje stanowczej
Monika Mostowik   
27 stycznia 2014

Kolega manager poprosil mnie w pracy o sesję feedbackową: czyli, że powiem mu, co myślę o jego pracy, a on mi się odwdzięczy pięknym za nadobne. Akurat jego styl zarządzania bardzo cenię i powiedziałam mu parę miłych słów, a on zrewanżował się mówiąc: ty jesteś czasem taka stanowcza. Z dumą wyprostowałam się na krześle, był to dla mnie prawdziwy komplement. Ale okazało się, że on uważał to za poważny zarzut i że powinnam natychmiast coś z tym zrobić, bo przecież kobiecie, w dodatku w HR (w dziale zasobów przecież ludzkich), to nie przystoi. Wysłałam go najpierw do innego kolegi managera, żeby jemu także powiedział, że jest stanowczy i zapytał go, czy to wedlug niego jest jakiś zarzut – a potem do wszystkich diabłów.

stanowczaOd razu przypomniał mi się jeden z odcinków „The Apprentice” – reality show o biznesie, pokazywany w BBC. Zdolni stażyści walczą o pracę u sir czy tam lorda Alana Sugara. W tym akurat odcinku chodziło o to, żeby dobrze wypaść podczas rozmów z dyrektorem personalnym. Było trzech panów dyrektorów i jedna pani dyrektor. A więc proporcje rzeczywiście prawie jak w realnym świecie. Przedstawiono kolejno trzech panów jako poważnych dyrektorów z niebagatelnymi osiągnięciami, a panią dyrektor wysiadającą z samochodu: najpierw nogi na obcasach, potem biust – no i nic więcej nie trzeba było dodawać. A na koniec sir/lord Alan Sugar podziękował wszystkim trzem panom za cenny wkład w ten proces oraz pani za „ladies point of view”. Takie rzeczy potrafią doprowadzić mnie do szału, podobnie jak stwierdzenia mojego kolegi, że kobiety w biznesie już nie są dyskryminowane, bo zajmują przecież stanowiska kierownicze. No w porównaniu do sytuacji kobiet w biznesie sto lat temu, owszem, jest to duży postęp, szczególnie jeśli chodzi o ilość stanowisk, które się im łaskawie pozwala objąć (oczywiście głównie te mniej intratne). Ale co do postrzegania i traktowania kobiet na kierowniczych stanowiskach – postęp widzę znikomy. Do dziś zdarzają się komentarze mężczyzn na temat kobiet na stanowiskach wyższych, nawet w środowisku naukowym, ludzi zdawałoby się światłych, w stylu: „Znamy się z Kasią od studiów i Kasia lepsze pierogi robi niż badania naukowe". No proszę, gdyby Kasia kiedyś kolegi nie poczęstowała pierogami, może i byłaby teraz traktowana na równi z nim, ale że umie i pierogi robić, i badania naukowe prowadzić, to ją to dyskredytuje jako naukowca. Nie wyobrażam sobie podobnego komentarza w stosunku do mężczyzny.

Poza tym - dlaczego zawsze się mamy porównywać do tych, którzy mają gorzej? A to że dawniej, a to że na wschodzie, a to że w innych kulturach. Chyba tylko po to, żeby sobie poprawić humor, odetchnąć, bo przecież w porównaniu do kobiet arabskich nie mamy wcale tak źle. W pewnej fabryce azjatyckiej w Polsce podczas wizyty właściciela instruowano kobiety, żeby mu nie zadawały żadnych pytań i spuszczały w jego obecności wzrok. Tłumaczono to tym, że w kobieta nie może się do takiego ważnego człowieka odzywać, bo tak to jest w ich kulturze. Szokujące dla mnie jest to, że tak bardzo pozwalamy naruszać nasze prawa i godność, zamiast pouczyć tego ważnego człowieka, jak to jest w naszej kulturze. I może skoro zdecydował się tu założyć firmę, to byłby zainteresowany i weźmie to pod uwagę. Dlaczego nie porównywać się do tych, co mają lepiej, a przede wszystkim dlaczegóż nie brać pod uwagę naszych własnych potrzeb i oczekiwań? Dlaczego mam siedzieć nie dość, że z założonymi rękami, to jeszcze cicho jak mysz pod miotłą, i udawać, że i tak jestem zadowolona i wdzięczna, bo mnie panowie przecież przepuszczają w drzwiach (najczęściej, żeby rzucić okiem na mój tyłek) i jeszcze są w związku z tym tacy dumni z siebie, że są takimi gentelmenami. Panom bycie męskim nie przeszkadza w karierze, a kobiety kobiecość ogranicza. No chyba, że zamierzają ją wykorzystywać – wtedy może być wręcz przeciwnie.

Czasem marzy mi się chwila neutralności. Ostatnio myślałam o takiej chwili, pisząc maile do obcych ludzi z innych krajów, np. Skandynawii i krajów Azji, gdzie nie można było na podstawie imienia stwierdzić, czy ktoś jest kobietą czy mężczyzną. Chciałabym czasem mieć takie imię. Tymczasem imię już nam narzuca pewne standardy zachowań. Nawet pluszakom w dzieciństwie już nadawało się imię: miś miał imię męskie, żaba kobiece itd. A taki pluszak przecież sam w sobie nie ma płci, czasem trudno ją było określić. Chyba, że był różowy, wtedy wiadomo było, że jest rodzaju żeńskiego. Okazuje się, że kolory też mają płeć. Swoją drogą ciekawe, dlaczego tak mało lalek było i jest chłopcami. Dziewczynki bawiły się lalkami, też dziewczynkami. Teraz lalek-chłopców jest coraz więcej, ale nie żeby na pęczki i na a półkach w sklepie nie są łatwo dostępne. Większy wybór lalek-chłopców znalazłam w sklepach amerykańskich czy azjatyckich, niż polskich.

A propos różnic kulturowych: kolejny raz zaobserwowałam, jak można się cofnąć w rozwoju zmieniajac otoczenie. Manager ośrodka wypoczynkowego na Filipinach, Szwajcar, bez obciachu podszczypuje swoje pracownice – oczywiście Filipinki – kelnerki, pokojowe itp., również w obecności swoich klientów, wczasowiczów, równocześnie opowiadając, jak bardzo je szanuje. W swoim kraju za coś takiego już dawno nie byłby managerem, ale tu jeszcze mu wolno. Smutne, że do pewnych rzeczy trzeba dochodzić ciągle od nowa.

 

Komentarze  

 
#3 ji 2014-02-01 15:52
Moje misie miały neutralne imiona. :)

Ale faktycznie, w androgynicznych imionach, oraz jęzkach, w których nie trzeba określać swojej płci przy mówieniu o sobie (np. fiński) jest coś fajnego. Ja jednak zdecydowałam - i wybrałam - imię kobiece, nie dlatego, że coś mi narzuca, ale dlatego, że wyraża to kim jestem. Mimo tego, że od urodzenia miałam nadane męskie i musiałam się bardzo natrudzić, żeby zmienić ten stan.

Bardzo ważne jest jednak, żeby te standardy płciowe nie były zbyt mocno zdefiniowane i mocno płynne. Inaczej może rodzić to dużo cierpienia, nie tylko dyskomfortu czy frustracji.
Cytować
 
 
#2 Karolina 2014-01-31 18:10
Swietny tekst!Polecam obejrzenie na youtube reklamy Pantene ktora na rynku amerykanskim się pojawila -pokazana jest pani manager i pan manager. Cechy pana managera - stanowczy,agres ywny itd byly zaletami i niego ale wadami u niej. Ta reklama wywolala dyskusje w Stanach i o to chodzilo. Pocieszam się ze obok mamy Skandynawie gdzie od zawsze pozycja kobiet w spoleczenstwie byla bardzo mocna - to o czym w Polsce rozmawiamy jest dla nich nie do zrozumienia. A polska emigracja w Norwegii przezywa szok kulturowy:-)Ucz my się stanowczosci i brawo dla autorki ze już się tego uczyc nie musi:-)
Cytować
 
 
#1 Asia 2014-01-27 14:07
To jest najlepszy komentarz do tego tekstu, polecam:
https://www.youtube.com/watch?v=kOjNcZvwjxI&feature=youtu.be
Cytować
 

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

fio

© 2019. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www