zadra-na-www

MATRONATY

Patrix ojców
Ewa Mastalska   
01 października 2012

Niewielu wierzy w jej istnienie, a ona tymczasem miewa się całkiem dobrze. Dyskryminacja mężczyzn, bliźniacza siostra dyskryminacji kobiet, nadal jest obecna w życiu społecznym, a zwłaszcza w podejściu do spraw rodzinnych. Ale głosy nawołujące do zmian są coraz bardziej słyszalne.

W patriarchalnej wizji świata mężczyzna jest silny, a kobieta delikatna. On jest głową rodziny i zarabia na byt, ona troszczy się o dom i dzieci. W rodzicielstwie kobieta daje ciepło i opiekę, a mężczyzna ma wymagania. Miłość matki jest bezwarunkowa, a na miłość ojca trzeba sobie zasłużyć. 

W ciągu XX wieku sytuacja pozornie uległa ogromnej zmianie. W większości świata uznano, że kobieta może pracować zawodowo łącząc to z życiem rodzinnym, dążyć do osobistego rozwoju, że nie jest własnością męża, a przemoc domowa jest przestępstwem. Może ona istotnie zyskała równouprawnienie, ale co z nim?

W odniesieniu do mężczyzn pozostałości dawnego myślenia są nadal obecne. Coraz częstszy staje się partnerski charakter związku, a mało osób dziwi już, że jeden pan nie lubi prowadzić samochodu, a inny nie ma problemu z tym, że żona zarabia więcej niż on. Poważniejsze problemy pojawiają się zwykle w momencie rozstania pary i dotyczą podejścia do ról rodzicielskich. Tutaj pozostałości patriarchatu trzymają się całkiem dobrze. Tylko stereotyp tym razem okazuje się krzywdzący dla mężczyzn.

Jaka przez dziesięciolecia była typowa sytuacja po rozstaniu rodziców? Dzieci mieszkały z matką, ojciec płacił alimenty, odwiedzał je w wyznaczone dni, spędzali razem część świąt czy wakacji. Dlaczego większość mężczyzn się na to godziła? Czy istotnie chcieli być weekendowymi ojcami widującymi dzieci tylko od czasu do czasu? Korzystali beztrosko z odzyskanej swobody czy układania  sobie życia z nowymi partnerkami? Poza niechlubnymi wyjątkami chyba nie. Ale zdawali sobie sprawy z tego, że w sądzie nie mają szans na uzyskanie stałej opieki, jeśli kobieta nie była osobą pogrążoną w nałogu, skrajnie zaniedbującą rodzinę czy dopuszczającą się ewidentnej przemocy. W większości sytuacji powszechnie uważano, że dzieciom lepiej będzie na co dzień z matką. Skąd bierze się takie myślenie? Przede wszystkim z przeświadczenia o wyjątkowej więzi łączącej kobietę z dzieckiem. Ma ono nawet podwójne wytłumaczenie biologiczne: zmiany hormonalne zachodzące podczas ciąży i porodu oraz przekonanie, że kobiety są z natury delikatniejsze i wrażliwsze, więc nadają się bardziej do zajmowania się potomstwem. Kontrargumenty – miłość do dzieci adoptowanych i przypadki depresji poporodowej –  z trudem przebijały się do świadomości społecznej.

(...)
więcej w Zadrze na papierze
 

fio

© 2017. Wszelkie prawa zastrzeżone.
Projekt: Olison's Project - usługi graficzne. Wykonanie: zecernia.net - strony www